• MAJ  2004                                                                                                                                                           
  • Ile zarabia wladza ? Pensje wójtów, burmistrzów i starostów ...                                                                               Burmistrz Olesna Edward Flak zarabia ponad 12 razy więcej, niż początkująca nauczycielka placówki oświatowej z oleskiej gminy. Burmistrz Dobrodzienia Lidia Kontny dostała od marca podwyżkę w wysokości 1.196 złotych. Ile zarabiają nasi lokalni politycy?
         Otrzymaliśmy pełen oburzenia list elektroniczny od naszego czytelnika: Przeczytałem, że naszemu burmistrzowi radni podnieśli pensję, teraz zarabia jakieś 9.880 złotych brutto, całkiem nieźle jak na Olesno. Skoro chcą likwidować przedszkola z braku funduszy, to czemu tych funduszy znowu wystarcza na podwyżki?? Postanowiliśmy sprawdzić, ile zarabiają lokalne władze z powiatu oleskiego i kluczborskiego.
         W artykule o Dobrodzieniu z poprzedniego numeru OGP ("Malutkie miasteczko, ale z charakterem") chochlik wyciął nam słowo "mniej" i z tekstu wynikało, że burmistrz Dobrodzienia Lidia Kontny dostała podwyżkę w wysokości 14 złotych. W rzeczywistości radni dołożyli od 1 marca 1126 złotych do pensji swojej szefowej. Wynagrodzenie pani burmistrz wzrosło w ten sposób do kwoty 7.636 złotych (wszystkie kwoty brutto).
         Burmistrz Olesna Edward Flak otrzymał wprawdzie tylko 320 złotych podwyżki, ale jego uposażenie od 1 marca wynosi za to 9.880 złotych. Równocześnie burmistrz chce wypłacać nauczycielom dodatki motywacyjne w wysokości złotówki miesięcznie. Burmistrz Olesna jest zresztą rekordzistą, jeżeli chodzi o zarobki lokalnych władz. Burmistrz czterokrotnie większego Kluczborka zarabia 8.611,50 złotych. Skromniutka w tym zestawieniu wydaje się być miesięczna wypłata dla burmistrza Gorzowa Śląskiego Artura Tomali - 5.959 zł.
         Starostowie z sąsiadujących powiatów zarabiają podobnie: starosta oleski Jan Kus 9.167 zł, starosta kluczborski Stanisław Rakoczy - 9.030 zł.
         Spośród wójtów najwięcej zazdrości budzi pensja włodarza gminy Lasowice Wielkie (należącej do powiatu kluczboskiego) Eugeniusza Grzesika. Kwota 7.584 zł robi wrażenie. Zwłaszcza w lasowickiej gminie, gdzie nie ma ani jednego dużego zakładu pracy.    (Mirosław Dragon (OGP 64 / kwiecień 2004)                                                                                                                                                          
    Burmistrzowie:
    1. Edward Flak (Olesno) - 9.880 zł
    2. Ryszard Karaczewski (Praszka) - 7.760 z
    3. Lidia Kontny (Dobrodzień) - 7.636 zł
    4. Artur Tomala (Gorzów Śl.) - 5.959 zł
    Powiat kluczborski :
    1. Jarosław Kielar (Kluczbork) - 8.611,50
    2. Ryszard Grüner (Byczyna) - 7.936 zł
    3. Jan Leszek Wiącek (Wołczyn) - 7.584
    Wójtowie:
    1. Andrzej Pyziak (Rudniki) - 8750 zł
    2. Eugeniusz Grzesik (Lasowice Wielkie) - 7.584 zł
    3. Waldemar Czaja (Zębowice) - 6.852 zł
    4. Władysław Kierat (Radłów) - 6.334,50 zł
    Starostowie:
    Jan Kus (Olesno) - 9.167 zł
    Stanisław Rakoczy (Kluczbork) - 9.030 zł                                                                                                                                                                              
  • Dobrodzienskie Museum                                                                                                                                           Ponad trzystu gimnazjalistów kolorową paradą oznajmiło w piątek mieszkańcom Dobrodzienia, że w rynku otwarto izbę regionalną. W samo południe uczniowie dobrodzieńskiego gimnazjum wyruszyli ze swojej szkoły w stronę centrum miasta. Młodzież poprzebierana za lekarzy, rolników, stolarzy, mechaników i wędkarzy, śpiewała, wymachiwała transparentami.
    - No, nie! Ale mamy demonstrację - uśmiechali się przechodnie. Kierowcy przystawali i dopytywali: - A z jakiej to okazji?
    Uczestnicy parady wyjaśniali, że okazji jest aż pięć: zbliża się jubileusz 630-lecia nadania Dobrodzieniowi praw miejskich, pierwsza wzmianka o Dobrodzieniu pochodzi sprzed siedmiu wieków, ponadto przed 1020 latami trafił tutaj św. Wojciech, 150 lat temu postawiono w mieście kościół pod wezwaniem Marii Magdaleny, a przed 120 laty rozpoczęła działalność straż pożarna.
    Gdy korowód dotarł pod miejscowy kościółek, naprzeciw którego urządzono izbę regionalną, rozpoczęła się zabawa: grał zespół ludowy, były też tańce. W tym czasie na piętrze kamienicy uroczyście otwierano izbę regionalną.
    - Udało nam się zdobyć 15 tysięcy złotych, między innymi na stworzenie tej izby - mówi Paweł Mrozek, prezes Międzygminnego Towarzystwa Regionalnego Dobrodzień-Zębowice, koordynator projektu "Dzień dobry, miasto Dobrodzień, w roku 630. twego istnienia", w ramach którego uruchomiono minimuzeum. - Zgromadziliśmy eksponaty, które pochodzą z tych terenów. Są to zabytkowe przedmioty, ubiory, starodruki oraz około stu pocztówek.
    Goście, którzy jako pierwsi obejrzeli wystawę, podziwiali ponadto kredens z początku XIX wieku, skrzynię na ubrania z 1886 roku i drewnianą pralkę z pierwszych lat XX w., a także stroje ludowe.
    Teraz przez dwa tygodnie izbę będą zwiedzali uczniowie miejscowych szkół, gdyż będą w niej prowadzone lekcje na temat lokalnej historii. Później muzealne eksponaty będą mogli obejrzeć wszyscy mieszkańcy Dobrodzienia i okolic. Ponadto, jak zapowiada Paweł Mrozek, w połowie lipca ukaże się monografia Dobrodzienia, w której spisano miejscowe dzieje na przestrzeni lat 1374-1939.
    - Ten wspaniały program uważam za uroczyste otwarcie obchodów jubileuszu naszego miasta - tak do gimnazjalistów i nauczycieli zwróciła Lidia Kontny, burmistrz miasta, gdy w szkole kończyły się trwające od rana występy artystyczne.
     (NTO - Tmk)                                                                                                                                                                                                                          
  • Zapisz dziecko na wycieczke                                                                                                                                               Stowarzyszenie "Dobrodzień potrzebującym" przyjmuje zgłoszenia dzieci z niezamożnych rodzin na darmowe wyjazdy do Szczyrku.
    Wycieczki obywać się będą głównie w weekendy. Pierwsza zorganizowana zostanie prawdopodobnie już na przełomie maja i czerwca. Dzieci pojadą na nie pod opieką nauczycieli i będą mieszkać bardzo blisko wyciągu na Skrzyczne, w dużym domu z ogrodem, należącym do jednego z członków stowarzyszenia. W programie każdego wyjazdu zaplanowano m.in., jazdę wyciągiem krzesełkowym, spacery po górach i okolicy, kąpiel w basenie ośrodka olimpijskiego i wieczorne ogniska. Wszystkie te atrakcje dzieci mieć będą za darmo, bo zarówno koszty podróży, jak i pobytu pokryje im w całości stowarzyszenie.
    - Terminów wyjazdów nie możemy jeszcze podać, bo nie wiemy, ile dzieci zechce w nich uczestniczyć - mówi Rafał Desczyk, jeden z założycieli stowarzyszenia, na co dzień dyrektor marketingu w firmie "Kler". - Na razie poprosiliśmy nauczycieli, pracowników pomocy społecznej i działaczy Caritasu, aby pomogli nam stworzyć listę najuboższych rodzin. Jednak to nie wystarczy. Aby dokładnie się zorientować w potrzebach, musimy mieć także listę chętnych. Dom, którym dysponujemy, jest w stanie pomieścić jednorazowo nie więcej niż 15 do 20 dzieci. Stąd też musimy opracować harmonogram wyjazdów.
    - Apelujemy także bezpośrednio do wszystkich rodziców w trudnej sytuacji materialnej lub życiowej - dodaje Janusz Lissy, kolejny współorganizator akcji dobroczynnych, właściciel firmy produkującej stoły bilardowe. - Zapiszcie jak najszybciej swoje dzieci na naszą listę chętnych.
    Zgłoszenia przyjmowane są w sekretariacie Urzędu Miejskiego, pod numerem telefonu: 35-75-100.
    Stowarzyszenie powstało w grudniu ubiegłego roku, z inicjatywy nieformalnej kilkunastoosobowej grupy przyjaciół, wspomagającej potrzebujących już od dwóch lat. - Na którymś ze spotkań towarzyskich ktoś rzucił hasło, by wesprzeć na święta tych, którym żyje się gorzej - wspomina Janusz Lissy. - Spontanicznie puściliśmy więc wokół stołu czapkę. Zebraliśmy kilka tysięcy złotych i przekazaliśmy te pieniądze ośrodkowi dla dzieci upośledzonych w Kadłubie k. Ozimka.
    W ubiegłym roku grupa przyjaciół przekazała zebrane datki Domowi Samotnej Matki w Głubczycach i opłaciła dzieciom z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Dobrodzieniu półroczny wstęp na basen. Natomiast przed samym Bożym Narodzeniem, z pomocą Lidii Kontny, burmistrza Dobrodzienia i jeszcze ponad dwudziestu ludzi dobrej woli, powołała do życia już formalne stowarzyszenie non profit. Jeszcze przed świętami stowarzyszenie to wsparło miejscowy Caritas i Dom Dziecka w Turawie. Ponadto podarowało kilkudziesięciu najuboższym z dobrodzieńskich rodzin paczki żywnościowe i bony do realizacji w sklepach, o łącznej wartości ok. 12 tys. zł. A niezależnie od tego, kilku rodzinom wyprodukowane specjalnie przez dobrodzieńskich stolarzy na tę okoliczność meble, o łącznej wartości ponad 10 tys. zł.
    - I na tym na pewno nie koniec - zapewnia Anna Bukartyk, prowadząca dokumentację stowarzyszenia sekretarka w "Klerze" - Planów pomocy innym mamy jeszcze dużo.          (NTO - Malgorzata Krysinska)                                                                                                                 
  • Nie powiemy co mamy i ... koniec!                                                                                                                                   Na 124 radnych w powiecie oleskim 20 nie zlozylo oswiadczen majatkowych. Termin uplynal 30 kwietnia.
    Rok temu samorzadowcy po raz pierwszy ujawniali stan swojego posiadania, do czego zobowiazuje ich ustawa. Wielu robilo to z wielka niechecia, niektórzy twierdzili nawet, ze przez to zrezygnuja z mandatu.
    Oswiadczenia trafily do urzedu skarbowego i do przewodniczacych rad. Ten sam termin obowiazywal urzedników samorzadowych, przewodniczacych rad gmin i rady powiatu - ich oswiadczenia trafily do wojewody.
    - Polowa naszych radnych, czyli siedmiu, nie zlozyla jeszcze zeznan majatkowych - poinformowal w piatek Edward Gladysz, przewodniczacy rady gminy w Rudnikach. -W praktyce trudno bedzie takich maruderów ukarac niewyplaceniem diety, jesli zloza oswiadczenia przed sesja czerwcowa.
    Radna Teresa Wiacek z Rudnik jest jedna z tych, którzy w tym roku oswiadczenia nie zlozyli i twierdzi, ze nie zlozy. - W zeszlym roku zlozylam - mówi Wiacek. - Jednak po publikacji w "NTO”, gdzie moje oswiadczenie ukazalo sie z naglówkiem "najzamozniejsza radna”, byly niepotrzebne komentarze ludzi, wiec w tym roku nie ujawnie majatku.
    Przed rokiem w Praszce koniecznosc upublicznienia swoich zeznan spotkala sie z wielkim oporem radnych. Przeglosowali nawet - niemal jednoglosnie - ze tego nie zrobia.
    - Prawo jest prawem - mówi teraz Edward Pisla, przewodniczacy rady w Praszce. -  W tym roku radni zlozyli zeznania i po sprawdzeniu zamiescimy je w internecie.
    W Radlowie wszyscy radni oswiadczenia zlozyli w terminie. - Ja swoje u wojewody nawet przed terminem - chwali sie Agnieszka Jarosinska, przewodniczaca rady gminy, która w zeszlym roku zlozyla dokument z 7-dniowym opóznieniem. - Tych kilka dni kosztowalo utrate 200 zlotych diety - mówi Jarosinska.
    Takze w Olesnie, jak zapewnia Dittmann Ehrenfrid, przewodniczacy rady gminy, wszyscy radni zlozyli oswiadczenia. Tak samo jest w Zebowicach.
    W Gorzowie Slaskim jeszcze trzech radnych tego nie zrobilo. - Te oswiadczenia, które mamy, niebawem opublikujemy w internecie - zapewnia Roman Neugebauer, przewodniczacy rady gminy w Gorzowie i jednoczesnie skarbnik starostwa w Olesnie.
    W Dobrodzieniu nie zlozyla jeszcze zeznan polowa radnych.
    - Maja prawo nie ujawnic swojego majatku - powiedzial Joachim Kiwic, przewodniczacy rady gminy. - Jedyna kara to niewyplacenie diety, a radni nie maja ochoty uczestniczenia w rankingu zamoznosci na lamach prasy i nie chca ujawniac stanu posiadania.
    Jednym z nich jest Krzysztof Badora z Dobrodzienia. - Nie zlozylem w ubieglym roku i nie zrobie tego teraz - mówi. - Jestem zwolennikiem lustrowania przez urzad skarbowy, a nie publikowania majatku w mediach. Taka publikacja moze tylko zaszkodzic mojej rodzinie.
    Radny od zeszlego roku nie dostaje diety. - Nie mam narzedzi prawnych, aby takich radnych pozbawic mandatu - mówi Joachim Kiwic.
    Spózniaja sie nie tylko radni gminni. Takze trzech powiatowych nie zlozylo jeszcze swoich zeznan.
    - Konfrontacje oswiadczen zeszlorocznych i tegorocznych przeprowadze w pazdzierniku - mówi Bernard Kus, przewodniczacy rady powiatu w Olesnie.
    Jak poinformowal nas Przemyslaw Nijakowski, rzecznik wojewody, do wojewody dotarly wszystkie oswiadczenia, które powinny dotrzec.       (NTO - Jolanta Jasinska-Mrukot)                                                                                                                                                               
  • Jubileusz razy piec...                                                                                                                                                           W tym roku Dobrodzien obchodzic bedzie az piec jubileuszy. Mija 630. rocznica nadania mu praw miejskich przez ksiecia Wladyslawa Opolczyka i 1020. pobytu w nim biskupa Wojciecha. 150 lat temu wybudowany tam zostal kosciól Marii Magdaleny, a przed 120 laty powstala straz pozarna. Ponadto pierwsza pisemna wzmianka o Dobrodzieniu pochodzi z 1304 roku, czyli sprzed 700 lat.
    By uczcic te rocznice, Miedzygminne Towarzystwo Dobrodzien - Zebowice opracowalo projekt akcji, majacej na celu zebranie w jednym miejscu i zarchiwizowanie wszelkich sladów i pamiatek dokumentujacych historie obu gmin. Pomysl spodobal sie zarówno Polsko-Amerykanskiej Fundacji Wolnosci i Rozwoju Filantropii w Polsce, jak i mieszkancom gmin oraz wladzom Dobrodzienia. Fundacja przekazala towarzystwu na ten cel 15 tys. zl. Wladze Dobrodzienia - lokal na pietrze zabytkowej kamienicy przy pl. Wolnosci 12. Mieszkancy podarowali lub wypozyczyli eksponaty.
    - Juz od piatku obejrzec mozna w izbie wiele ciekawych sprzetów, dokumentów i zdjec - mówi Pawel Mrozek, prezes towarzystwa. - Wsród nich na przyklad akt nadania ziemi z 1697 roku, szesnastowieczne "Zywoty swietych", kronike Dobrodzienia autorstwa Augustyna Weltzela z 1882 roku i przedwojenne pocztówki. A takze: kredens z poczatku IX wieku z Kadluba Wolnego, ceramike z Kadluba i Zebowic, skrzynie na ubrania z 1886 roku, drewniana pralke z poczatku XIX w, stroje ludowe, a nawet slubne wianki z poczatku XX wieku.   (Wybrane Artykolu w NTO - Malgorzata Krysinska)                                                           
  • Kolejowa kraksa pomiedzy Lublincem a Krupskim Mlynem                                                                                       W srode(5.05) przed południem 7 osób zostało rannych, w tym dwie ciężko w wyniku zderzenia kolejowej drezyny z pociągiem towarowym. Do wypadku doszło na trasie między Lublińcem a Krupskim Młynem. Wszyscy ranni są już w szpitalu w Lublińcu. W drezynie jechało 7 osób. Oprócz pracowników kolei byli tam także leśnik i strażak.
    Torowisko na którym wydarzył się wypadek prowadzi przez las i załoga składu sprawdzała, czy w tym miejscu wykonano specjalne przeciwpożarowe pasy ochronne.
    Po zderzeniu drezyna i wagon wypadły z szyn, ale nie przewróciły się. Dopiero kiedy na miejsce dotrze specjalny dźwig będzie można z powrotem umieścić ja na torach. Prowadzone w sprawie wypadku dochodzenie wyjaśni, dlaczego składy znalazły się na jednym torze.   (Zrodlo - lubliniec.info)                                                                                                                                                                           
  • Kosztowny kaprys                                                                                                                                                                   - Gmina obiecywała, że jak się zgodzimy na ten wiadukt, to postawią nam drugi na krzyżówce z Rzędowicką - mówi   sołtys Józef Hermański.                                                                                                                                                            Wiadukt w Dobrodzieniu, który zbudowano w szczerym polu dla kilku rolników, mieszkańcy nazywają pomnikiem            głupoty.                                                                                                                                                                                     Władze Dobrodzienia poprzedniej kadencji postawiły w szczerym polu betonowy, gigantyczny wiadukt. Gdyby zmieniono plan i postawiono kilkaset metrów dalej, tzn. w miejscu, gdzie droga lokalna z Rzędowic przecina obwodnicę Dobrodzienia, korzystaliby z niego mieszkańcy Klekotnej i Rzędowic.
    - Plany budowy wiaduktu w tym miejscu, a nie na krzyżówce z Rzędowicami, trzymano w tajemnicy przed mieszkańcami naszej wsi - skarży się Józef Hermański, sołtys Rzędowic. - Potem gmina obiecywała, że jak się zgodzimy na ten wiadukt, to postawią nam kolejny na krzyżówce z Rzędowicką.
    - Już niedługo rozpocznie się drugi etap budowy obwodnicy i jak nie będzie wiaduktu, to zamkną nam połączenie z Dobrodzieniem. Zostaniemy skazani na drogę krajową - dodaje Bernard Stanosek.
    Mieszkańcy Rzędowic "krajówkę" Gliwice-Poznań nazywają drogą śmierci. - Ostatnio zginęła tam dziewczyna z naszej wsi, nie ma tygodnia, żeby nie było wypadku i taką drogą do szkoły na rowerach mają dojeżdżać dzieci - mówi Krystyna Hermańska, żona sołtysa.
    Ewald Zajonc, wiceburmistrz Dobrodzienia poprzedniej kadencji, utrzymuje, że to presja kilku rolników sprawiła, że wiadukt stanął w tym miejscu. - Rolnicy zagrozili, że jak nie będą mieli dojazdu do pól, to nie sprzedadzą gruntów pod obwodnicę - tłumaczy Zajonc. - Nie było czasu na przeprojektowanie. Inwestycja obwodnicy była zagrożona, a gdybyśmy przeciągali, to pieniądze mogły pójść gdzie indziej.
    - W planach ten wiadukt wyglądał na mniejszy - tłumaczy decyzję poprzednich władz obecna burmistrz Dobrodzienia Lidia Kontny.
    Ewald Zajonc na pytanie, kto ponosi winę za budowę "pomnika głupoty", która nie dość, że nikomu nie służy, to jeszcze pociąga budowę kolejnej inwestycji, przyznaje: - Ja to podpisywałem, ale to była na tamte czasy najlepsza decyzja.
    - Ja tam mieszkam i wiem, że ludzie są uparci i specjalnie omijają ten wiadukt - dodaje Zajonc. - Mieszkańcy Rzędowic uparli się - bo jedni mają wiadukt, to oni też chcą mieć swój.
    Burmistrz Lidia Kontny podkreśla, że wiaduktu nie da się przenieść ani rozebrać. - Apeluję do mieszkańców, żeby nie naciskali na budowę kolejnego wiaduktu, bo jak już się popełniło jedną głupotę, to nie można robić następnej - prosi pani burmistrz. - Stawianie nowego wiaduktu pochłonęłoby od 1,5 do 2 mln złotych
    - Protestujemy, ale nie siejemy zamętu, bo nigdy nie mówiliśmy, że sprzeciwiamy się budowie obwodnicy - skarżą się mieszkańcy. - My nie chcemy tylko, żeby nasze dzieci do szkoły jeździły drogą śmierci.
    W budżecie Dobrodzienia znajdą się pieniądze na dokumentację nowego wiaduktu i wykup gruntów od rolników, ale na samą budowę już nie.         (NTO - Jolanta Jasinska-Mrukot)                                                                                                                 
  • Dewastacja Zebowickiego Palacyku                                                                                                                                 Mąż zabija deskami okna, ale dla wandali to żadna przeszkoda - mówi Kazimiera Pyć                                                          Kompleks pałacowo-parkowy w Zębowicach wpisany jest do rejestru zabytków województwa opolskiego. Pałac został zbudowany na początku XIX wieku przez ówczesnego właściciela Zębowic Wiktora Amadeusa von Hessen-Rothenburga. Jak wyglądał przed wojną - opowiadała nam jeszcze przed trzema laty nieżyjąca już dziś Anna Jagieła, która w latach 30. pracowała tam jako pomoc kuchenna.
    - Zamek należał do raciborskich książąt von Ratibor. Mieszkał w nim z rodziną rządca Karl Adametz, który bardzo o wszystko tu dbał. Park tonął w zieleni i kwiatach. Kiedy po raz pierwszy weszłam do środka, aż mi zaparło dech. Jakież tam były żyrandole, obrazy, rzeźby! A jakie meble! Rzeźbione, powlekane złotem. Po prostu cuda!
    Po wojnie cuda i dzieła sztuki zostały rozkradzione. Pałac ciągle zmieniał gospodarzy i coraz bardziej niszczał. Mimo to jeszcze w latach siedemdziesiątych Zakład Przemysłu Dziewiarskiego w Białej Prudnickiej, ówczesny gospodarz obiektu, organizował w nim kolonie dla dzieci i urządzał imprezy.
    - Choć wnętrze nie było już tak imponujące jak dawniej, budynek nadal był dobrze utrzymany - wspomina Kazimiera Pyć, emerytowana radna, która mieszka w sąsiedztwie pałacu i ma do niego klucze. - W wielkiej okrągłej sali balowej urządzaliśmy zabawy i bale. W pięknych czerwonych piecach trzaskał ogień. Posadzka była tak gładka, że sunąc po niej w tańcu, miałam wrażenie, że płynę...
    Na początku lat osiemdziesiątych ZPD wyprowadził się z pałacu i przez blisko 11 lat obiekt stał pusty. 2 sierpnia 1991 roku gmina sprzedała go wraz z parkiem Przemysławowi Szpryngielowi, synowi przedsiębiorcy, który kupił wcześniej zamek w Niemodlinie. Szpryngiel chciał w Zębowicach otworzyć dom starców. Wyremontował fragment piętra, urządził tam dwa mieszkania. Wzmocnił sufity, wstawił wszystkie okna na parterze. Żeby zarobić na dalszy remont, w okrągłej sali odlewał przez jakiś czas krasnale ogrodowe. Ale przeliczył się z siłami i w 1996 roku sprzedał pałac Danucie Niburskiej z Wrocławia, żonie holenderskiego biznesmena. Nowa właścicielka odremontowała boczną elewację, po czym... wyprowadziła się do Holandii.
    Od tamtej pory zabytek w zawrotnym w tempie niszczeje. Mury są zagrzybione, położony przed siedmioma laty tynk schodzi z nich płatami. W salach i na korytarzach nie ma posadzki ani desek. Belki, którymi Szpryngiel umocnił na parterze sufit, ktoś po prostu wyrwał. Podobnie jak kafle z nie naruszonych jeszcze przed trzema laty, czerwonych zabytkowych pieców. W upstrzonych bohomazami ścianach i w podłogach ktoś powybijał wielkie dziury. Gdzie tylko sięgnąć okiem, walają się gruz, puszki, potłuczone butelki i szyby. Spacer po dziedzińcu dostarcza przeżyć rodem z filmu grozy. Wystarczy chwila nieuwagi i można nagle wylądować w ciemnej otchłani ukrytej w trawie, czyli w niczym nie zabezpieczonej studzience kanalizacyjnej.
    - Obiekt już nie należy do nas, więc nie możemy samowolnie niczego w nim zabezpieczać - mówi Waldemar Czaja, wójt gminy. - Zarówno ja, jak i mój poprzednik próbowaliśmy się wielokrotnie skontaktować z właścicielką. Niestety, jej telefon milczy, a jedyny znak życia, jaki do tej pory od niej mieliśmy, to krótkie pismo, w którym wyraziła zgodę na wycięcie kilku parkowych drzew, bo zagrażały bezpieczeństwu mieszkańców. Poza tym wyjaśniła, że jest w tarapatach i chce pałac sprzedać, ale jeszcze nie znalazła kupca.
    Kazimiera Pyć śmieje się ironicznie. - Że chce go sprzedać, to wiadomo od dawna. Sama gościłam tu dwóch Holendrów. Mieli ze sobą zdjęcie tego zamku sprzed dobrych trzydziestu lat. Gdy zobaczyli, jak wygląda teraz, wzięli nogi za pas i więcej się nie pokazali.
    Jeszcze w lutym 2001 zainteresowaliśmy się losem kompleksu pałacowego w Zębowicach i o jego tragicznym stanie powiadomiliśmy pracowników Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków w Opolu. Obiecali, że wydadzą nakaz remontu zabezpieczającego, a ograniczyli się jedynie do... przekazania właścicielce pałacu prośby władz gminy o zaopiekowanie się obiektem oraz o zgodę na wycinkę drzew.
    - O pomoc proszę ich już od czasu, kiedy zostałem wybrany na wójta, od grudnia 2002 roku - denerwuje się wójt Czaja. - Prosiłem, by tu przyjechali, zobaczyli, jak to wygląda. Ale do tej pory konserwator jeszcze do nas nie zawitał.
    Półtora miesiąca temu wójt wpadł na pomysł, jak rozwiązać problem zamku. Przypomniał sobie, że w zamian za     zobowiązanie inwestowania w pałac i utrzymywanie go w należytym stanie gmina zwolniła Niburską z obowiązku płacenia podatku od nieruchomości. Uznał, że skoro właścicielka nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, gmina mogłaby naliczyć jej ten podatek do pięciu lat wstecz. A potem, w ramach niespłaconego długu, być może i przejąć pałac.
    - 22 marca poprosiłem służby konserwatorskie już tylko o pisemną opinię, czy nieruchomość utrzymywana jest zgodnie z przepisami - kontynuuje wójt. - Kiedy dostałem odpowiedź, dosłownie osłupiałem. Urzędnicy przechrzcili w nim naszą wieś z Zębowic na Zembowice.
    Sama opinia konserwatora była dla gminy korzystna - można naliczyć podatek.
    - W przyszłym tygodniu wyślemy więc pani Niburskiej nakaz płatniczy i damy dwa tygodnie na jego realizację - mówi wójt - Jeśli nie przyśle pieniędzy, oddamy sprawę do sądu. Jak wygramy i odzyskamy pałac, poszukamy nowego kupca. Takiego, co będzie chciał tu otworzyć hotel albo gościniec.                                                                                                                                                                                                                                                                                         Jak umierał pałac
    1945 r. - Tuż po kapitulacji Niemiec majątek został rozparcelowany. Pałac, jako jedyny obiekt w gminie z centralnym ogrzewaniem,przekazany został w zarząd wojsku, które z kolei użyczyło w nim część pomieszczeń spółdzielni produkcyjnej, a część szkole i przedszkolu. Większość budynków mieszkalnych i gospodarczych władza ludowa  rozdała żołnierzom.
    1960 - obiekt przeszedł w administrowanie gminy, która wydzierżawiła go Zakładowi Przemysłu Dziewiarskiego w Białej Prudnickiej.
    1966-67 - mieściła się w nim siedziba GS w Zębowicach
    1968-80 - znowu był dzierżawiony przez ZPD w Białej Prudnickiej.
    1980-1991 - pałac stał pusty
    1991 - 1996 - mieszkał w nim Przemysław Szpryngiel
    1996 - kupiła go Halina Niburska
    1997- 2004 - pałac nadal należy do Niburskiej, lecz stoi pusty
      
    TRZY PYTANIA DO...
    Chcę coś zmienić
    Dlaczego służby ochrony zabytków nie wydały do tej pory Halinie Niburskiej nakazu zabezpieczenia pałacu i nie pomogły w uratowaniu go przed ruiną?
    Odpowiada Maciej Mazurek, Wojewódzki Konserwator Zabytków
    w Opolu:
    - Nie czuję się odpowiedzialny ani za przeprowadzenie reformy rolnej, likwidację pegeerów, ani za mentalność społeczeństwa, które rozgrabiło zabytki. A to podstawowe przyczyny takiego stanu rzeczy. Nie zgadzam się też z zarzutem, że nie przeprowadziliśmy tam żadnej kontroli. Przeprowadziliśmy ją jeszcze na początku tego roku, tylko że nie powiadomiliśmy o tym wójta, bo nie mieliśmy takiego obowiązku. Przykład Zębowic ilustruje doskonale, z jakimi problemami zmuszone są borykać się służby ochrony zabytków, by zapewnić im opiekę. Rzecz jest paradoksalna. Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków, opieka nad nimi należy do ich właścicieli. Ale jednocześnie, gdy sprzedawano te obiekty prywatnym właścicielom, akty notarialne wykluczały nakładanie jakichkolwiek kar za brak dbałości o obiekt.    Stąd, jeżeli nawet właściciel o niego nie dba, Skarb Państwa może przejąć zabytek jedynie w drodze kupna po cenie rynkowej. A na to przecież go nie stać.
    - Rozumiem więc, że nie podejmie pan żadnej próby ocalenia przynajmniej tego, co jeszcze z pałacu w Zębowicach pozostało?
    - Przeciwnie. Poczuwam się do tego, by wreszcie coś zmienić. 17 listopada ubiegłego roku ukazała się nowa ustawa, która reguluje już sposób postępowania służb konserwatorskich w stosunku do niewywiązujących się ze swoich zobowiązań właścicieli zabytków. Teraz walka o wyegzekwowanie od nich tychże zobowiązań względnie o przekazanie zaniedbanych obiektów nowym właścicielom stanie się jednym z priorytetów mojej działalności. Stworzyłem już komórkę prawną, która zbada po kolei wszystkie takie sprawy i skieruje je albo na drogę postępowania sądowego, albo też egzekucyjnego w administracji.
    - Kiedy takiej pomocy spodziewać się może gmina Zębowice?
    - Jeszcze w tym miesiącu skontaktuję się z wójtem i przedstawię mu plan działania.   (NTO - Malgorzata Krysinska)