• GRUDZIEN 2003                                                                                                                                                                             
  • Sylwestrowa zabawa na Rynku w Opolu                                                                                                                         Zabawa w rynku rozpocznie się o godzinie 21. - Wszystko mamy dopięte na ostatni guzik - zapewnia Alina Bruska p.o. dyrektor Estrady Opolskiej, która odpowiada za organizację zabawy sylwestrowej pod ratuszem.

    Muzyka dla każdego
    - Na początek, jak to zwykle bywa, zjawi się mało ludzi, więc puścimy spokojną muzykę. Godzinę później swoją pracę rozpoczną didżeje - wyjaśnia dyrektor Estrady. Będą to pracownicy Radia Flash: Tomasz Rudnicki i Wojciech Trzciński.
    - To już moja trzecia impreza sylwestrowa. Zagramy tradycyjnie: trochę konkursów i przegląd muzyczny całego roku. Nie zabraknie nieśmiertelnego rock and rolla, przebojów z lat 80., a dla młodszych uczestników - rytmów techno i hip hop. Każdy więc znajdzie rodzaj muzyki odpowiedni dla siebie - ocenia Rudnicki.
    W tym roku zabawa trwać będzie o godzinę dłużej niż rok temu [wtedy odbywała się od 21.30 do 0.30 - przyp. red.]. - Opolanie narzekali, że to za krótko. Zmieniliśmy więc nieco plan - tłumaczy Bruska. Dłużej też potrwa pokaz sztucznych ogni. W zeszłym roku były to trzy minuty, a teraz planowane są fajerwerki ośmiominutowe.
    - Przewidujemy, że na rynku zjawi się około sześciu tysięcy ludzi. Podczas poprzedniego sylwestra spodziewaliśmy się czterech tysięcy osób, a było dużo więcej. W tym roku więc przygotowani jesteśmy na większą liczbę - tłumaczy szefowa Estrady.

    Spokojnie i czysto
    Władze miasta spotkały się z komendantami policji i straży miejskiej. - Wszystkie szczegóły ochrony zabawy zostały ustalone. Nie dopuszczamy myśli, że impreza mogłaby się nie odbyć - tłumaczy rzecznik urzędu Mirosław Pietrucha.
    Nad bezpieczeństwem bawiących się czuwać będzie 67 pracowników agencji ochrony Scorpio. Oprócz tego 75 policjantów i 15 pracowników straży miejskiej.
    - Zabawy sylwestrowe miały w ubiegłych latach bardzo spokojny przebieg, ale zawsze jest to impreza masowa, stąd trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność - mówi Bruska.
    Kilka lat temu podczas zabawy za zwrócone szklane butelki po napojach zgromadzeni na rynku otrzymywali piwo w puszkach. - To na pewno dobre rozwiązanie, bo zmniejsza się ilość szkła, ale w tym roku nie udało się go wprowadzić. Żaden z browarów nie odpowiedział na naszą propozycję - zaznacza dyrektor Estrady.
    Opolanie, którzy pozostaną w czasie imprezy w domu, a mają dostęp do internetu, będą mogli oglądać, co się dzieje w rynku na stronie internetowej Radia Flash. Prócz tego stacja nada na antenie relację na żywo.
    Koszt sylwestra na rynku to 40 tys. zł     (gazeta.pl)                                                                                                                                                          
  • Nowe zmiany w kontrolach nadzoru budowlanego                                                                                                     Od stycznia 2004 r. inspektorzy nadzoru budowlanego będą musieli zacząć kontrolować obiekty wymagające pozwolenia na użytkowanie. Takich kontroli raczej nie powinni się obawiać inwestorzy budujący domy jednorodzinne zgodnie z pozwoleniem
    Nie mogą mieć oni całkowitej pewności, bo nowela Prawa budowlanego, która obowiązuje od niespełna sześciu miesięcy jest pełna błędów i niejasności. Np. posłowie tak "namieszali" w przepisach wprowadzających obowiązkowe kontrole, że nie wiadomo, czy będą nimi objęte od 1 stycznia 2004 r. wszystkie wybudowane obiekty, czy też tylko te, co do których inwestor musi uzyskać pozwolenie na użytkowanie, np. niedokończony dom, w którym inwestor chciałby zamieszkać.
    Zastępca głównego inspektora nadzoru budowlanego Robert Dziwiński zapewnił nas w poniedziałek, że inspektorzy zaczną kontrolować tylko te wymagające pozwolenia na użytkowanie oraz wyznaczone przez ministra infrastruktury (np. biurowce, hotele, urzędy). - Wydaliśmy już w tej sprawie stosowne zalecenia - poinformował Dziwiński. I wyjaśnił, że - zgodnie z ustawą - obowiązkowe kontrole dotyczą tylko tych obiektów, na które inwestorzy uzyskali pozwolenie na budowę po wejściu w życie znowelizowanej ustawy, czyli po 11 lipca 2003 r.!
    Zastępca głównego inspektora nadzoru budowlanego przyznał, że niepokoi go co innego: w jaki sposób inspektorzy nadzoru budowlanego zaczną egzekwować kary. Wyjaśnijmy, że mogą oni ukarać inwestora za "istotne odstępstwo od zatwierdzonego projektu" lub "innego rażącego naruszenie warunków pozwolenia na budowę".
    Żeby zapobiec uznaniowości urzędników (i korupcji!), rząd zaproponował poprawki do ustawy. Projekt noweli, który miał w tym miesiącu trafić do Sejmu, precyzyjnie określa, jakiego rodzaju przewinienia mogą być ukarane. W grę wchodzi m.in. naruszenie parametrów technicznych budynku, czyli kubatury, powierzchni zabudowy, wysokości, długości, szerokości i liczby kondygnacji. Projekt zakłada sumowanie kar za każde odstępstwo.
    Ponadto z ustawy ma być wykreślony przepis, który nakłada obowiązek kontrolowania budów, które nie wymagają pozwolenia na użytkowanie. W myśl tego przepisu (posłowie przez pomyłkę zostawili go w ustawie), samo zgłoszenie zakończenia inwestycji jest równoznaczne z wezwaniem inspektora nadzoru budowlanego na obowiązkową kontrolę. Po drugie, w ustawie ma się znaleźć wykaz obiektów, których nie będzie można użytkować bez takiego pozwolenia (poprzedzonego obowiązkową kontrolą). Z projektu wynika, że w wykazie nie będzie m.in. domów jednorodzinnych i letniskowych, małych budynków gospodarczych ani garaży do dwóch stanowisk włącznie. Dodajmy, że wtedy wystarczające będzie samo zgłoszenie zakończenia inwestycji. Przy założeniu, że urzędnicy nie wniosą zastrzeżeń, co w przypadku domów jednorodzinnych jest powszechną praktyką, inwestor może uznać to za zgodę na użytkowanie domu i spokojnie się do niego wprowadzić.  (Zrodlo - gazeta.pl)                                                                                                                                                  
  • Nowe stawki mandatow                                                                                                                                                     Uwaga kierowcy! Dziś (23 grudnia) wchodzi w życie nowy taryfikator mandatów precyzujący, jaki mandat zapłacimy za konkretne wykroczenie. Najważniejsza zmiana: w zdecydowanej większości przypadków są to sztywne stawki

    Jeszcze do wczoraj obowiązywał stary taryfikator, w którym stawki mandatów były ustalone na zasadzie widełek         “od-do". Wystawiający mandat policjant sam decydował czy kara ma być bliższa minimalnej czy maksymalnej stawce.  - Nigdy nie wchodziła jednak w grę możliwość negocjowania kary z policjantem - stanowczo twierdzi podkomisarz Marcin Szyndler z Biura Prasowego Komendy Głównej Policji. Policjant sam ustalał wysokość mandatu, kierując się przy tym np. okolicznościami popełnionego wykroczenia lub postawą sprawcy (czy okazywał skruchę, czy wprost przeciwnie) - dodaje podkom. Szyndler.
    Od 23 grudnia obowiązuje zaś nowy taryfikator, w którym możliwość ferowania wysokości mandatu przez drogówkę została ograniczona niemal do minimum. Wśród paru przypadków, w których dopuszczono "widełki", znajduje się przekroczenie dozwolonej prędkości. To jedno z najczęściej i zarazem jedno z najgroźniejszych popełnianych wykroczeń. - Ustalenie widełek przy przekroczeniu prędkości pozwala "dostosować" wysokość mandatu do okoliczności popełnienia tego wykroczenia - uważa podkom. Marcin Szyndler - przecież o wiele groźniejsza jest jazda z niedozwoloną prędkością przedpołudniem w okolicach szkoły podstawowej niż np. w środku nocy, kiedy nie ma w niej ani jednego ucznia - precyzuje podkom. Szyndler.
    Czym kieruje się policjant przy ustalaniu wysokości mandatu w przypadku, gdy jego kwota została określona w taryfikatorze za pomocą widełek? Ocenia stopień szkodliwości społecznej danego wykroczenia, rodzaj i rozmiar       wyrządzonej wykroczeniem szkody, stopień winy, pobudki, sposób popełnienia wykroczenia, a także np. stosunki rodzinne sprawcy (np. ile ma osób na utrzymaniu), jego sytuację majątkową, jak sprawował się przed dopuszczeniem się wykroczenia (np. czy i ile zebrał punktów karnych), wreszcie jak zachowywał się po nim (np. skrucha czy buta).
    Po wprowadzeniu sztywnych wysokości mandatów niektóre wykroczenia "staniały". Np. za niezastosowanie się do znaku "zakaz wjazdu" policjant według starego taryfikatora mógł jeszcze wczoraj wlepić mandat do 500 zł. Dziś - już według nowego - stałe 250 zł. Jazda bez wymaganych świateł od zmierzchu do świtu - dawniej do 400 zł, od dziś sztywne 200 zł. Nieustąpienie pierwszeństwa innemu pojazdowi lub uczestnikowi ruchu podczas włączania się do ruchu: dawniej do 400 zł, dziś stałe 300 zł.
    Wprowadzenie nowego taryfikatora mandatów nie wpływa na ważność obowiązywania i nie zmienia punktów karnych - dotychczasowy system jest nadal aktualny.  (Zrodlo - gazeta.pl)                                                                                                                                                              
  • Świerki czekają na klientów                                                                                                                                             Nadleśnictwo w Oleśnie przygotowuje się już do sprzedaży drzewek, choć najwięcej kupujących pojawi się dopiero na kilka dni przed świętami.                                                                                                                                                            Minęły czasy plastikowych choinek, ludzie znów wracają do natury - mówi Dariusz Kowalczyk, leśniczy z Dróg Biskupskich (gm. Radłów). - Wybór jest duży, pojawiły się jodły i świerki syberyjskie z upraw hodowlanych, jednak pachnący świerk z lasu cieszy się zawsze wielkim zainteresowaniem.
    Przy leśniczówce Drogi Biskupskie choinki w sprzedaży pojawią się za kilka dni. Teraz leśnicy robią przegląd tego, co pójdzie do wycięcia.
    - Podstawowym celem jest hodowla lasu, dlatego wycinamy drzewka tylko z miejsc, gdzie można dokonać przerzedzenia, albo świerki- samosiejki, które rosną pod liniami elektrycznymi, a tam drzewa nie mogą rosnąć - tłumaczy Dariusz Kowalczyk.
    W ubiegłym roku przy jego leśniczówce sprzedano nieco ponad 40 świerków. Zawsze wzmożone zainteresowanie choinkami zaczyna się w tygodniu przedświątecznym, a są i tacy, którzy kupują nawet dzień przed Wigilią.
    - Co roku po drzewka przychodzą te same rodziny, czasem tylko kupi ktoś przejezdny - dodaje leśniczy.
    10-metrowy świerk z lasów Dróg Biskupich już powędrował do Olesna i od kilku dni zdobi miejski rynek. Wycięto też choinki do miejscowego kościoła.
    - W sumie siedem świerków, cztery takie 4-metrowe choinki, a trzy mniejsze - wylicza leśniczy Kowalczyk.
    Kradzieże choinek w oleskich lasach zdarzają się niezwykle rzadko.
    - Może dlatego, że ceny drzewek są tak przystępne, że nie opłaca się ryzykować kradzieży - uważa Kowalczyk. Na wszelki wypadek jednak w okresie przedświątecznym leśnicy będą patrolować lasy częściej niż zwykle.
    Sprzedaż choinek będzie także prowadzona w samym nadleśnictwie w Oleśnie, w budynku przy ulicy Gorzowskiej.      - Zaczniemy prowadzić sprzedaż tydzień przed świętami - mówi Zbigniew Gil z nadleśnictwa.

    Świerk pospolity ceny
    - 1,5 m - 20 zł
    - 2,5 m do 3 m - 25 zł
    - ok. 4 m - 65 zł
    - ok. 8 m - 100 zł                                                                                                                                     (Zrodlo - NTO - Jom)                                                         
  • Mialo byc tanio ... wyszlo zle                                                                                                                                               Kilku mieszkańców Szemrowic wsypało śmieci z dzikiego wysypiska wprost do wiejskiego stawu. Decyzję o jego zasypaniu podjęła Lidia Kontny, burmistrz Dobrodzienia.
    Jechałem w sobotę rano, przed Świętem Niepodległości, do siostry po dziecko - relacjonuje mieszkający niedaleko stawu Wiktor Goj. - Nagle zobaczyłem przy stawie panią burmistrz i kilku jej sąsiadów. Zrzucali z przyczep do wody ogromne ilości śmieci. Choć próbowałem ich powstrzymać, twierdzili, że odpady nie zawierają niczego szkodliwego.
    Śmieci pochodziły z dzikiego wysypiska na rogatkach wsi, na którym były gromadzone przez kilkadziesiąt lat. - Ludzie zrzucali tam co się dało, łącznie z opakowaniami po używanych w każdym gospodarstwie przeróżnych substancjach chemicznych - kontynuuje Goj. - Ciągniki jeździły tam i z powrotem aż do wieczora.
    Dom Wiktora Goja dzieli od stawu 120 metrów. Wody gruntowe z jego piwnic odprowadzane są drenami do tego zbiornika. Nieopodal jest studnia. Staw wypełniony jest wodą z bijącego z dna źródełka. Wypływa z niego wąski strumień, który - jak sprawdził pan Wiktor - łączy się w lesie z większym potokiem, a ten z kolei z rzeczką Libawką. Libawka wpada do Jeziora Turawskiego.
    Wiktor Goj obawia się o zdrowie swojej rodziny i sąsiadów. Jego zdaniem, jeżeli gmina natychmiast nie spuści ze stawu wody, to kiedy spadnie obfity deszcz, śmieci mogą pozatykać dreny i będzie miał powódź w piwnicy. Zaś jeśli w śmieciach są substancje toksyczne, to mogą przeniknąć one nie tylko do wody w jego studni, ale także do gruntu oraz do strumienia i skazić tym samym środowisko w całej okolicy.
    Dlatego 8 listopada poprosił na piśmie panią burmistrz, by sprawę rozważyła. 10 listopada poinformował telefonicznie o wszystkim również dyżurnego pracownika Opolskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, zaś kilka dni później poparł zgłoszenie pisemną skargą. Choć od tej pory minęły już trzy tygodnie, to jego obawy wciąż nie zostały ani rozwiane, ani potwierdzone.
    Burmistrz Kontny wyjaśnia, iż przerzucenie odpadów z wysypiska do stawu to początek prac nad całkowitym zasypaniem w przyszłym roku zbiornika ziemią z gruzem oraz uporządkowaniem i odwodnieniem terenu.
    - No cóż, chcieliśmy dobrze i nawet mi przez myśl nie przeszło, że wyjdzie z tego afera - tłumaczy pani burmistrz, która również mieszka w Szemrowicach. - Ściany domów nad stawem tak już nasiąkły wodą, że razem z mieszkańcami postanowiliśmy ten akwen zasypać, a teren wokół uporządkować. Nie było to jednak łatwe. Staw nie był czyszczony od kilku lat, warstwa szlamu sięgała powyżej metra. Nie dało się tam wprowadzić koparki, pompy natychmiast się   zatykały. W ową feralną sobotę postanowiliśmy uprzątnąć wspólnie dzikie wysypisko. Doszliśmy do wniosku, że zamiast kupować ziemię i gruz do zasypania stawu, taniej będzie wykorzystać to, co jest na wysypisku, i przygotować w ten sposób grunt pod dalsze prace.
    Burmistrz zapewnia, że jedynymi odpadami, jakich się dopatrzyła na wysypisku, były butelki, strzępy folii i papiery. Podkreśla, że 22 listopada wraz z zaangażowanymi wcześniej w te prace ludźmi uprzątnęła z jego powierzchni wszystkie śmieci.
    Jednak wody ze stawu nikt do tej pory nie przebadał.
    - Parę dni temu, po deszczu, zauważyłem, że woda w stawie nagle zmętniała i pojawiły się na niej tłuste plamy - mówi Goj, pokazując kilka zdjęć. - O proszę, wyraźnie widać, że fragment lustra wody jest jakby przydymiony.
    - Na wysypisku aż skrzyło od różnego rodzaju żelastwa, opakowań po środkach ochrony roślin, nawozach i innych chemikaliach - zapewnia jego sąsiad Jan Maroń. - Dlatego, choć nie mam studni, chciałbym, by ktoś wodę spuścił, wywiózł śmieci i staw wyszlamował. Mam krowy, które pasą się na pobliskich łąkach i piją wodę ze strumienia. Boję się, by się nie zatruły.
    - Wszyscy wiemy, że pani Kontny jest dobrym burmistrzem i na pewno nie chciała źle - dodaje Krystyna Goj. - Ale jest tylko człowiekiem, a my mamy wątpliwości, czy aby nie popełniła błędu.
    Jak wyjaśnia Krzysztof Gaworski, wojewódzki inspektor ochrony środowiska, choć obawy ludzi mogą okazać się słuszne, rozstrzygnięcie tej sprawy leży w kompetencjach władz gminy oraz starostwa.
    - Zadaniem naszej instytucji jest interwencja w sytuacjach ekstremalnych, czyli wtedy, gdy dochodzi do poważnych zdarzeń - tłumaczy inspektor. - Ze skargi pana Wiktora Goja oraz z jego późniejszego pisma wynika, że źródłem niepokoju są odpady komunalne, składowane już od dawna. Dlatego przygotowaliśmy do burmistrza, rady gminy i starostwa stosowne wystąpienia. Czekamy na informację, jak rozwiązali ten problem.
    Jak dowiedzieliśmy się od Joachima Kiwica, przewodniczącego dobrodzieńskiej rady gminy, oraz Józefa Izydorczyka, naczelnika wydziału ochrony środowiska w oleskim starostwie, obaj zajmą się tą sprawą dopiero w przyszłym tygodniu.
    - Do zbiornika od lat spływały ścieki z co najmniej dwudziestu domów - ocenia Kiwic. - Staw to za duże słowo, nazwałbym go bajorem, które mieszkańcy chcieli uporządkować, zasypać i urządzić tam plac zabaw. Ale oczywiście w przyszłym tygodniu, gdy wróci ze szkolenia z Austrii nasz inspektor ochrony środowiska, przyjrzymy się, co tam wrzucono i czy nadal wpływają tam nieczystości z szamb. Jeśli się okaże, ze woda jest skażona, podejmiemy wszelkie kroki, by zlikwidować zagrożenie.
    - O sprawie słyszę po raz pierwszy. Nie zdążę się nią zająć wcześniej niż za kilka dni - powiedział nam naczelnik Izydorczyk. - Jeśli okaże się, że istnieje prawdopodobieństwo skażenia środowiska, zrobimy wszystko, by temu zaradzić.  (NTO - Malgorzata Krysinska)                                                                                                                                           
  • Nielegalne oprogramowanie w sieci                                                                                                                                 W ostatnich dniach wiele uwagi poświęcono „zainteresowaniu się” policji sieciami internetowymi i nielegalnym oprogramowaniem komputerowym. Duże poruszenie wśród internautów świadczy niestety o skali tego zjawiska. Problem lekceważenia praw autorskich dla wielu osób nie jest postrzegany w kategoriach przestępstwa. Tymczasem tzw. przestępczość intelektualna rozwija się wraz ze wzrostem liczby posiadaczy komputerów. W ostatnich miesiącach śląscy policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej skontrolowali kilka sieci internetowych, w których, jak ustalono, rozpowszechniano nielegalne oprogramowanie. W wielu przypadkach został zabezpieczony sprzęt komputerowy i nośniki z „pirackimi” programami. Należy pamiętać, iż każda uzyskana przez policję informacja o przestępstwie jest sprawdzana. Użytkownik nielegalnego oprogramowania musi liczyć się z tym, że informacja o nim dotrze do policji. Gdy istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, policjant ma obowiązek podjąć działania polegające na zabezpieczeniu dowodów. Zgodnie z przysługującymi uprawnieniami policjant przeprowadza przeszukanie legitymując się nakazem prokuratora lub sądu, a w sytuacjach nie cierpiących zwłoki, legitymacją              służbową. Policjant może również żądać dobrowolnego wydania rzeczy za stosownym pokwitowaniem. Wizyty policji z pewnością nie powinny obawiać się osoby korzystające z legalnego oprogramowania. Osoby mające wątpliwości co do tożsamości policjantów mogą ją potwierdzić kontaktując się z Oficerem Dyżurnym właściwej Komendy Policji.   (Zrodlo - Wojewodzka Komenda Policji w Katowicach)                                                                                                                        
  • Dobrodzienski Ratusz doczekal sie remontu                                                                                                               Na poczatku roku radni zdecydowali ze najwyzszy czas by zatrudnic fachowcow, ktorzy przywrocili by dawny przedwojenny blask dobrodzienskiemu Ratuszowi. W trakcie przetargu wybrano najkorzystniejsza oferte lublinieckiej firmy GERLIC, ktora opiewala na kwote 118.915,20 zl. Roboty ruszyly jeszcze w maju. Pracownicy lublinieckiej firmy zdarli ze scian stary tynk, wykuli z murow stare parapety i inne metalowe elementy. Następnie polozyli nowy tynk,        zalatali wszystkie uszczerbki w scianach, pomalowali je na lososiowo, dorobili kilka gzymsow i ustawili wokoł gmachu granitowe, ozdobne cokoliki. W ratuszu trwa jeszcze wymiana instalacji elektrycznej.                                                                                                                                                  
  • Drzwi otwarte dla wszystkich                                                                                                                                           Wolontariusze z zębowickiego "Caritasu" zapraszają ludzi samotnych i ubogich na wieczerzę wigilijną w sali parafialnej.
    Uroczystość odbędzie się w najbliższą sobotę o godz. 12.30. Jak zapowiada jej główna organizatorka Helena Wojczyk z Kniei, wigilijne menu składać się będzie z panierowanych filetów rybnych, surówek z białej i kiszonej kapusty, ciast, owoców, tradycyjnej makówki, cukierków, kawy, herbaty i napojów chłodzących. Wieczerza trwać będzie do późnego wieczora.
    - Dzieci z przedszkola, uczniowie naszej podstawówki, a także niepełnosprawni z radawskiego domu opieki oraz chórek kościelny "Promyki Maryi" przygotowują już barwny program artystyczny - mówi Helena Wojczyk. - Będą jasełka, wspólnie zaśpiewamy kolędy. Żaden z gości nie wyjdzie bez prezentu, bo szykujemy już dla nich paczki ze słodyczami i owocami. Wigilię organizujemy już po raz siódmy i atmosfera była zawsze wspaniała. Niektórzy byli tak wzruszeni, że w ich w oczach kręciły się łzy.
    Pieniądze na wigilijną ucztę pochodzą z wielu źródeł. 400 zł dał wolontariuszom ośrodek pomocy społecznej, a co najmniej cztery razy tyle "Caritas" zbierze od ludzi.
    - Piekarnia Gerarda i Marii Kotarskich obiecała podarować mnóstwo ciasta - wymienia Helena Wojczyk. - Bank             spółdzielczy wspomógł nas kwotą dwustu złotych. GS dał 13 kg filetów rybnych. Wszystkie większe sklepy spożywcze w Zębowicach i Radawiu oraz radawski dom pomocy podarowały nam słodycze i inne artykuły żywnościowe, zaś większość właścicieli mniejszych sklepów ofiarowała datki pieniężne. Wójt dał mi z własnej kieszeni 300 zł. Ksiądz proboszcz Paweł Zając, który koordynuje przygotowania, zajmie się transportem.
    W organizacji imprezy pomaga wolontariuszom cały sztab. Paweł Możdżeń z Zębowic przygotował eleganckie zaproszenia, natomiast Erwin Kowolik z Radawia, Zbigniew Kula z Nowej Wsi, Henryk Lasończyk z Zębowic oraz pracownicy radawskiego DPS będą podwozić gości z domów do salki parafialnej.
    - Liczę, że w wieczerzy weźmie udział około stu samotnych i ubogich i tyle mniej więcej przygotowaliśmy zaproszeń - mówi pani Helena. - Część z nich już zresztą poroznosiłam, a część rozwiozę jeszcze na rowerze lub, korzystając z uprzejmości rodziny, samochodem. Jednak mogło się zdarzyć że kogoś na swej liście pominęłam. Dlatego serdecznie zapraszamy wszystkich, bez względu na to, czy otrzymali zaproszenie na piśmie, czy nie. Drzwi będą otwarte - podkreśla wolontariuszka.  (NTO - Malgorzata Krysinska)