- LISTOPAD 2004
- Straznik pamieci ... O historii Dobrodzienia mówia juz tylko jego cmentarze: katolicki, zydowski, husycki. Jest tez ewangelicki. Swoje istnienie zawdziecza jednemu czlowiekowi.
Chroni go ustawa Beata Adamowicz, Powiatowy Konserwator Zabytków w Olesnie: - Cmentarz ewangelicki w Dobrodzieniu jest w tzw. strefie ochronnej konserwatora zabytków. Ustawodawca zadbal, zeby takie cmentarze byly chronione, jednak tak jest dopiero od roku. Sa sytuacje, kiedy konserwatorska ochrona nie pomaga, to tzw. wyzsze cele spoleczne i do nich mozna zaliczyc budowe drogi. Obowiazek zachowania w obecnym stanie cmentarza spoczywa na gminie. Cmentarz katolicki. Alfred Kupczok nabiera do dwóch duzych konwi wode, laduje na rower i przewozi trzysta metrów dalej - zeby podlac kwiaty na innych grobach. Przy tej samej ulicy - Wojska Polskiego w Dobrodzieniu - jest jeszcze jeden cmentarz, nieczynny od ponad 30 lat, XIX-wieczny, ewangelicki, objety ochrona konserwatora zabytków.
Cztery lata temu nekropolia, pamietajaca pruskie klimaty Dobrodzienia, miala zniknac. Na cmentarzu (czy raczej juz tylko parku) planowano pozostawic tylko epitafium lub jakis inny dowód, ze bylo tu przejscie do innego swiata. Taki slad po ewangelikach minionego tysiaclecia w Dobrodzieniu. Ale pan Alfred nijak nie mógl sie z tym pogodzic. - Nie dlatego, ze spoczywaja tutaj moi krewni - ostatnia pochowana osoba na tym cmentarzu, w 1974 roku, byla moja ciocia, tez nie dlatego, ze sam jestem ewangelikiem - tlumaczy ze spokojem emerytowany pracownik PGR. - Obojetnie: groby zydowskie, katolickie czy innego wyznania, wszystkie trzeba jednakowo uszanowac, a zmarlym dac spokój. Zanim sie zaczna jesienne sloty, pan Alfred ze dwa razy w tygodniu zaglada na "wanielicki” (tak miejscowi nazywaja ten cmentarz): pozagrabia, pouklada, a jak któras czesc kamiennego nagrobka odpadnie, to jak puzzle dopasuje ja do calosci, przymocuje. Zeby wszystko bylo na swoim miejscu, tak jak po raz ostatni widzieli to bliscy tych, którzy tutaj spoczeli. - Niektóre fragmenty, czasem nawet cale plyty odnajdowalem pod ziemia - opowiada Kupczok.
Czesc nagrobnych plyt byla zamazana smola, ale nie za sprawa wandali. - To powojenny strach - objasnia pan Alfred. - Bo tlumaczenie bylo wtedy proste: ewangelik znaczylo Niemiec, wiec ludzie w obawie o zycie swoje i rodziny woleli zamazac smola, by nie wskazac nazwiska zmarlych, które moglo prowadzic do zywych. Kupczok zatrzymuje sie przy grobie wegierskiego zolnierza z pierwszej wojny. - O, Hungaria, chlopak zginal w pazdzierniku 1914 zaraz na poczatku pierwszej wojny - mezczyzna odczytuje napis na metalowym krzyzu. Zmarli nie moga przeszkadzac zywym - takiego zdania jest Tadeusz Respondek z dobrodzienskiego "Klera”. Cztery lata temu firma chciala poprowadzic droge dojazdowa od ulicy Wojska Polskiego do budowanego przez siebie osiedla. - Szukalismy terenu pod dzialki dla naszych pracowników - wyjasnia Respondek. Wtedy "Kler” kupil od gminy prawie hektar gruntu tuz za cmentarzem, gdzie mialy powstac domki. - Wczesniej konsultowalismy sie z pastorem parafii ewangelicko-augsburskiej z Lasowic Wielkich, on nie byl przeciwny naszym planom - przekonuje Respondek. - Na miejscu cmentarza najprawdopodobniej powstaloby lapidarium - objasnia Joachim Kiwic, przewodniczacy rady gminy z Dobrodzienia. Od ponad 30 lat parafia ewangelicko-augsburska nie jest wlascicielem cmentarza w Dobrodzieniu.
- Cmentarz powinien laczyc, a nie dzielic - podkresla pastor Ryszard Pieron. - Poza tym w Dobrodzieniu zostalo tylko dwóch ewangelików. A kiedy wlasciciele gospodarstwa sasiadujacego z cmentarzem nie zgodzili sie, zeby na ich ziemi zbudowac droge do osiedla, zostalo tylko poprowadzic ja przez cmentarz. Dlaczego mielismy komplikowac zycie, kiedy to nie my, ale gmina Dobrodzien jest jego wlascicielem? Pastor przyznaje jednak, ze wspólczesnie wzgledy praktyczne nad wszystkim biora góre, przez co zapominamy o wielu istotnych sprawach. - Dopiero teraz ustawa chroni wszystkie stare cmentarze - dodaje pastor.
- Przyszedl do mnie Alfred Kupczok i mówi, ze droge na ewangelickim cmentarzu chca robic, o czym w ogóle nie wiedzialem - opowiada Gerhard Gaida, wtedy przewodniczacy mniejszosci niemieckiej w Dobrodzieniu. - Nastepnego dnia zanioslem do urzedu pismo i rozmawialem z niezyjacym juz burmistrzem Segetem. Nikt nie byl wrogo nastawiony, ale droga zostala juz wytyczona. Jednak protest jednego czlowieka, Kupczoka, przyniósl efekt - sklonil wszystkich do zastanowienia. I zmiany planów. - Nie chcielismy zadraznien, wiec odstapilismy od planów budowy tej drogi - podkresla Tadeusz Respondek, wiceprezes firmy. - A gmina odkupila grunt, który nam wczesniej sprzedala na budowe osiedla. Lidia Kontny, burmistrz Dobrodzienia, podkresla, ze odkupili po tej samej cenie. Zapewnia równiez, ze nikt nie zamierza zlikwidowac tego cmentarza. Kilka lat temu, pod nieobecnosc pana Alfreda, przyjechali krewni ostatniego pastora z Dobrodzienia, pochowanego na cmentarzu w 1939 roku. Dla Kupczoka byl to dowód, ze zadnych grobów - nawet pozornie zapomnianych - nie wolno likwidowac, bo nawet po kilkudziesieciu latach ktos moze zapragnac odwiedzic miejsce pochówku swoich przodków. Od kilku lat cmentarz przychodza tez porzadkowac pracownicy gminy. - Scieli najstarsze lipy, które grozily zawaleniem, inne przycieli - mówi Kupczok. Posrodku cmentarza stoi 10-metrowy krzyz, z figura pokryta patyna. - Krzyz o zmurszaly kawalek mozna skrócic, a reszte wkopac do ziemi, tylko ze sam tego nie zrobie. Byc moze w przyszlym roku gmina mi w tym pomoze - dodaje straznik cmentarza. (NTO - Jolanta Jasinska-Mrukot)
- Pierwsza w powiecie
Rodzice uczniów z Bzinicy Starej, Bzinicy Nowej, Baków i Kolejki w gminie Dobrodzien nie chca, zeby ich dzieci chodzily do gminnego molocha. Postanowili powolac swoja szkole.
W minionym roku szkolnym w Bzinicy Starej dzialala jeszcze cala podstawówka - chodzily do niej dzieci z tych czterech wsi. Od wrzesnia br. dzieci z podstawówki w Kolejce (z klas 3 - 6) dowozone sa do szkoly w Dobrodzieniu. Klasy od 1 do 3 od wrzesnia przyszlego roku przestana istniec. - Budynek naszej podstawówki ma sale gimnastyczna, a nie ma jej szkola w Dobrodzieniu, do której teraz chodza dzieci z naszej wsi - podkresla Brygida Swiecicka, soltys Bzinicy Starej. - Dlatego ludziom trudno przyjac, ze zostanie zamknieta, a budynek pójdzie na zmarnowanie. Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Wsi Bzinicy Starej, Bzinicy Nowej, Baków i Kolejki powstalo przede wszystkim z mysla o stworzeniu szkoly. - Chcemy, azeby od wrzesnia ruszyla stowarzyszeniowa szkola - mówi Cezary Gorzelak, prezes stowarzyszenia. - Zlozylismy juz wniosek o subwencje z ministerstwa edukacji dla 45 uczniów, ale los nowej szkoly jest w rekach radnych, którzy zadecyduja, czy gminny budynek szkoly przekaza stowarzyszeniu. Joachim Kiwic, przewodniczacy Rady Gminy w Dobrodzieniu: - Nie moge wypowiadac sie za radnych, ale nie sadze, azeby chcieli w tym przeszkadzac. Na prowadzenie pierwszej tego typu placówki w powiecie mialaby wystarczyc ministerialna subwencja. - Tak przynajmniej wynika z doswiadczen szkól prowadzonych przez stowarzyszenia - mówi Damian Karpinski, radny i mieszkaniec Bzinicy Starej. - A stowarzyszenie moze zarabiac, ale jedynie na dzialalnosc statutowa, czyli prowadzenie szkoly. (NTO - Jolanta Jasinska-Mrukot)
- Smieci wciaz laduja w lesie Tylko co trzecie z zebowickich gospodarstw segreguje odpady. Skutek? Znaczna ich czesc trafia na dzikie wysypiska.
Akcje selektywnej zbiórki odpadów gmina rozpoczela na poczatku roku, rozdajac wszystkim mieszkancom worki na szklo, papier i plastik. Posegregowane surowce odbiera od nich co miesiac wyspecjalizowana firma. Jednak pelne worki wystawia przed swe posesje tylko 286 z 891 wlascicieli gospodarstw. Reszta smieci nie segreguje. - Nie robie tego, bo szkoda mi czasu - mówi, zastrzegajac sobie anonimowosc, jedna z mieszkanek Kadluba Wolnego. - Niech segreguja smieci ci, którzy je wywoza. - Nie segreguje, bo nie widze w tym wiekszego sensu - uzasadnia, takze proszacy o nieujawnianie nazwiska, gospodarz z Radawia. - Dopóki nie beda robic tego wszyscy, i tak niewiele to zmieni. Tymczasem, jak wynika z wyliczen Waldemara Czai, wójta gminy, tylko dzieki mieszkancom, którzy przylaczyli sie do zbiórki, na gminne wysypisko smieci trafilo od lutego o szesc ton mniej odpadów niz w tym samym okresie ubieglego roku. Gdyby wszyscy segregowali smieci, odciazenie to byloby trzykrotnie wyzsze. I zniknelyby dzikie wysypiska.
- To niepojete, ale wielu mieszkancom, którym szkoda czasu na selekcjonowanie odpadów, nie szkoda go na wywozenie ich ukradkiem gdzies na obrzeza wsi - dziwi sie wójt. - Robia to, by zaoszczedzic na wywozie kublów. A przeciez, gdyby selekcjonowali odpady, zaoszczedziliby jeszcze wiecej. Za worki placi bowiem gmina, a odbiór jest bezplatny. - Korzysci z segregowania smieci sa oczywiste - potwierdza Iwona Grabowska z Radawia. - Robilam to jeszcze zanim wladze daly nam worki. Zamiast wyrzucac je do przydomowego kubla, wywozilam do pojemników w centrum wsi. Dzieki temu juz od dluzszego czasu zamiast dwóch kublów miesiecznie zapelniam tylko jeden. Place wiec za wywóz juz nie dziesiec, a piec zlotych, no i nie szkodze srodowisku. To zenujace, ze ludzie, majac po domem kubly, wywoza smieci do lasu. Andrzej Puslecki z Radawia: - Jezeli nie zmienia swojego postepowania, to nie wiem, co zostawimy po sobie dzieciom. Srodowisko jest juz tak skazone, ze nie potrzeba zadnych bomb. Sami wykonczymy sie brudem. (NTO - Malgorzata Krysinska)
- Pomózmy Kalinie Karpinscy sa bezradni - chca pomóc swojemu dziecku, ale nie moga, bo nie maja pieniedzy na jego leczenie.
Dwunastoletnia Kalina spod Dobrodzienia jest jednym ze 120 dzieci w Polsce, u których wykryto rzadka chorobe genetyczna Williego Pradera. Tak jak jej zdrowi rówiesnicy, chodzi do ostatniej klasy szkoly podstawowej. Jednak nie zawsze tak jak oni moze sie usmiechac i beztrosko zyc. Rodzice Kaliny, Aleksandra i Damian Karpinscy, robia wszystko, zeby zycie ich córki bylo jak najdluzej normalne. - To ciagly wyscig z czasem, by choroba nie zrobila jak najwiekszych spustoszen - mówi Damian Karpinski o chorobie córki. - Ale niedobór hormonu wzrostu robi, niestety, swoje. Choroba Willego Pradera (u Kaliny wykryto ja zaraz po urodzeniu) uszkadza miesnie, powodujac z czasem ich niedowlad, wywoluje cukrzyce, niewydolnosc krazenia i monstrualna otylosc. Atakuje tez umysl, z czasem powoduje jego ociezalosc. - Jezdzimy na spotkania do Warszawy i Krakowa z rodzicami dzieci z zespolem Williego Pradera - mówi Damian Karpinski. - Wiemy, jak wiele dzieci zostaje wykluczonych z normalnego zycia, bo w koncu popadaja w glebokie depresje. Jedynym lekarstwem dla Kaliny jest hormon wzrostu. Jednak miesieczna kuracja kosztuje 5 tysiecy zlotych. Terapie hormonalna zastosowano u niej po raz pierwszy rok temu. - Zeszczuplala, bylo widac, ze czuje sie zdecydowanie lepiej - mówi ojciec dziewczynki. - Niestety, lek nie jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a nas na taka kuracje nie stac, wiec, tak jak inni rodzice, szukamy sponsorów na wlasna reke. Karpinscy naleza do stowarzyszenia, które w ich imieniu gromadzi pieniadze na kuracje. Kto chcialby im pomóc, moze wplacic pieniadze na konto Dolnoslaskiej Fundacji Rozwoju Ochrony Zdrowia, 50 - 420 Wroclaw ul. Traugutta 112, Bank Pekao SA I Oddzial Wroclaw nr 451240 1994 1111 0000 2495 6839 z dopiskiem KALINA. (NTO - Jolanta Jasinska-Mrukot)
|
|