• PAZDZIERNIK 2003                                                                                                                                                                                                                              
  • "Płatnik" trudniejszy, ale wygodniejszy ... w oddziałach ZUS na Opolszczyźnie można otrzymać bezpłatnie nową wersję programu "Płatnik", który jest dostosowany do zmian w systemie rozliczeń. Od 1 października płatnicy ZUS będą się rozliczać na nowych drukach - wyjaśnia Katarzyna Sobków, rzecznik prasowy opolskiego ZUS. - Zmiany, najogólniej mówiąc, upraszczają sposób rozliczeń. Zrezygnowano z części danych, które dotąd należało podawać, a także z części dokumentów. Wygodniejszy w obsłudze jest także sam program "Płatnik" w nowej wersji, dostosowany do znowelizowanych wzorów dokumentów. Dotąd, aby rozliczyć się z ZUS i przekazywać dane elektronicznie,              użytkownik musiał posiadać dodatkową wersję "Płatnika". Nowy umożliwia zarówno sporządzanie dokumentów, jak ich przekazywanie. Dużym ułatwieniem dla osób korzystających z nowego "Płatnika" będzie możliwość automatycznego przeniesienia informacji o wpłatach do bazy "historycznych" danych o każdym ubezpieczonym. Zautomatyzowany został również proces wysyłania dokumentów do ZUS oraz pobierania i rejestrowanie potwierdzeń. Oprócz programu,  płyta CD-ROM zawiera także instrukcję korzystania z niego. Program jest udostępniany bezpłatnie w siedzibach ZUS.  Można go również ściągnąć z internetu (www.zus.gov.pl).  "Płatnik" jest przydatny zarówno dla firm dużych, jak i dla małych, ponieważ jego nowa, udoskonalona wersja pozwoli na bardziej efektywną pracę z wieloma dokumentami - dodaje Katarzyna Sobków. - Uwzględnia też zmiany kodów potrzebnych przy wypełnianiu dokumentów po nowemu,      a także fakt wycofania wielu druków. (Nowa Trybuna Opolska - Lina Szejner)                                                                                                                        
  • Prostota dla grubych portfeli - Pięćdziesięciu wystawców uczestniczy w otwartych w piątek VI Opolskich Targach Mebli i Wyposażenia Wnętrz. Tegoroczna impreza jest dużo skromniejsza niż w latach poprzednich.Tuż po otwarciu zaroiło się od zwiedzających. Niebawem odbieramy klucze do nowego mieszkania i chcielibyśmy znaleźć jakieś tanie, zgrabne meble - informowali państwo Anna i Andrzej Janasowie z Opola.
    Wiele kompletów im się podobało, gorzej było z ceną. Bez dziesięciu tysięcy złotych (lekko licząc) nie ma co marzyć o urządzeniu jednego pomieszczenia. Kuchnia w zabudowie standardowej to wydatek ponad 6 tys. złotych. W wersji komfort - prawie 10 tysięcy złotych. Do tej kwoty trzeba doliczyć kolejnych kilka tysięcy na podstawowe urządzenia AGD typu: kuchenka, lodówka, zlewozmywak, baterie, okap. Prosta sypialnia składająca się z podwójnego łóżka, dużej szafy z rozsuwanymi drzwiami, toaletki, nocnych stolików kosztuje około 11,5 tysiąca złotych. Następne dziesięć tysięcy trzeba wydać na komplet mebli do pokoju dziennego. W jego skład wchodzi szafa dwudrzwiowa (580 zł),  szafka pod telewizor (290 zł), lustro nad szafkę (380 zł), komoda średnia (520 zł), komoda narożna (300 zł), komplet mebli tapicerowanych (dwa fotele i kanapa - 2.800 zł). Nie są to na pewno oferty na kieszeń przeciętnego Kowalskiego, który dostaje miesięcznie - jak podaje GUS - 2.100 zł (średnia z pięciu działów gospodarki) i na nowy komplet musiałby pracować przez co najmniej pięć miesięcy. Ilość przeszła w jakość - twierdzi Jerzy Białek, organizator targów. Firm jest mniej, ale wykupiły większe powierzchnie wystawiennicze, zadbały o ich wystrój, aranżując na kilkudziesięciu metrach salony, sypialnie, kuchnie. Tych ostatnich, podobnie jak w latach poprzednich, jest najwięcej. Najwięcej też widać nowinek w samym wzornictwie  i technologii. Dwaj czołowi producenci mebli kuchennych - firmy "Rust" i  "Ryś"               - pokazały podobne w stylu kuchnie - z wysuniętymi blatami, zabudowanym okapem, który tworzy rodzaj przypiecka. Jednocześnie te meble w stylu retro połączone zostały z nowoczesnym sprzętem AGD, okuciami, które powodują, że wysuwane szuflady mogą być teraz o kilkanaście centymetrów dłuższe, lepiej i szczelniej się zamykają. Pojawiły się też nowe okleiny i materiały do wyrobu mebli. Między innymi corian, który pozwala w blatach kuchennych profilować    wypukłości i wklęsłości (np. na okapywacze kuchenne).Mariaż patyny z nowoczesnością to również trend we wzornictwie mebli pokojowych. Z jednej strony producenci zaprezentowali sprzęty celowo postarzane, z drugiej - ascetyczną prostotę i nowoczesność. I jedni, i drudzy zapewniają, że ich oferty znajdują nabywców. Targi można zwiedzać do niedzieli włącznie.  (Nowa Trybuna Opolska - Maria Szylska)                                                                                                                                               
  • Wyzsze stawki VAT za polaczenia internetowe - Ministerstwo Finansów w ramach dostosowywania przepisów do wymogów Unii Europejskiej planuje podwyżkę podatku VAT na połączenia internetowe z 7 do 22 proc. -  poinformował we wtorek rzecznik MF Wiktor Krzyżanowski. "Unia Europejska nie przewiduje innych stawek na             połączenia internetowe niż stawka podstawowa" - tłumaczył Krzyżanowski.                                                                        Katarzyna Perzak z DM Millennium uważa, że w Polsce koszt połączeń sieciowych i tak jest wyższy niż w krajach Unii Europejskiej. "Liczba osób, które mają dostęp do Sieci w Polsce, jest niewielka w stosunku do penetracji Internetu w krajach UE. Podniesienie stawki VAT może wpłynąć na spowolnienie wzrostu liczby Internautów w kraju" - uważa Perzak. Jej zdaniem Internet ma duże znaczenie dla rozwoju gospodarki i edukacji, dlatego też - jeżeli chodzi o podatek VAT - dostęp do niego powinien być nadal uprzywilejowany.  (Dziennik Internautow)                                                                                               
  • Polacy ledwie wiążą koniec z końcem ... Jak większość Polaków, narzekamy, że ledwie wiążemy koniec z końcem. Jak wynika z raportu "Diagnoza Społeczna 2003" dla Opolan najważniejsze są zdrowie i rodzina. Nie jest nam ani za dobrze, ani zbyt źle. Podobnie ocenili swoje życie mieszkańcy Mazowsza.                                                                           Autorzy raportu zapytali 4 tysiące osób z całego kraju. Maksymalna jakość życia to plus 16 punktów, minimalna - minus 16. Pytano o ich stan psychiczny, fizyczny, społeczny, o status materialny, patologie, stresy, udział w życiu                społecznym. Opolszczyzna wyceniona została na zero punktów. Podobnie jak województwo mazowieckie.Co wynika z raportu? Opolanie na poziomie średnim ocenili swoje poczucie szczęścia i udział w życiu społecznym.  Poniżej średniej odpowiedzieli na pytania związane z tym, czy jesteśmy lubiani, ilu mamy przyjaciół. Taką samą też ocenę wystawili swojemu stanowi posiadania. Natomiast na pytanie o stan fizyczny, padały oceny powyżej średniej. Co może oznaczać, że większość ankietowanych oceniała, że dobrze się czuje i nie ma żadnych dolegliwości chorobowych. Jesteśmy poza tym - we własnej ocenie - społeczeństwem nowoczesnym, o czym świadczy liczba komputerów i sprzętów gospodarstwa domowego. Podobnie jak większość Polaków, narzekamy, że ledwie wiążemy koniec z końcem.     Prawidłowość jest taka: im mniejsze miejsce zamieszkania, tym mniejsze dochody rodzinne. Prawie 40% ankietowanych stwierdzała, że nie są w stanie zaspokoić bieżących potrzeb. Osiem na dziewięć gospodarstw nie ma żadnych oszczędności, co dziesiąta rodzina nie płaci regularnie czynszu, poniżej granicy ubóstwa żyło w marcu 2003 roku 25% rodzin. Prawie 17 % Opolan deklarowało, że korzysta z pomocy społecznej. Komu wobec tego żyje się dobrze?    Przede wszystkim ludziom młodym i wyksztłconym, posiadającym stałą pracę. Najtrudniej zaś bezrobotnym i rencistom. (Nowa Trybuna Opolska)
  • Dariusz Michalczewski versus Julio Gonzalez                                                       No i stalo sie ... Michalczewski po raz pierwszy przegral ... walka byla dluga, dla Michalczewskiego bardzo trudna, a i z pewnoscia bolesna. Po 12 Rundach wg. punktacji zwyciezca i nowym mistrzem ogloszono 27 letniego Meksykanczyka Julio Gonzaleza. Zdziwienie kibicow Michalczewskiego bylo ogromne, ale coz - kiedys przyszla kolej i na ich mistrza ... faktem jest ze dla samego Michalczewskiego to porazka w najmniej odpowiednim momencie ... jeszcze ta jedna wygrana i bylby nowy rekord  wygranych walk bez jakiejkolwiek porazki, do tej pory rekordzista byl   i pozostal slynny Rocky Marciano (49 walk bez porazki i odejscie z ringu niepokonanym) ... ale wygranej dla Michalczewskiego nie bylo. Wielu kibicow przyznalo po meczu ze dobrze sie stalo, ze cos takiego nalezalo sie “Tygrysowi”  bo w miare uplywu czasu i wygranych stal sie coraz bardziej cwany, pewny siebie, a i bardzo czesto wrecz bezczelny w stosunku do kraju w ktorym przebywa od kilkunastu juz lat - Niemiec. “To w Niemczech zrobil kariere, dorobil sie majatku, a w ostatnich wywiadach dla polskiej prasy twierdzil ze Niemcy nic dla niego nie znacza, ze zawsze czul sie tylko Polakiem i jego zwyciestwa to sukces dla Polski ... tylko ze Pan Michalczewski zapomnial juz chyba ze przez kilkanascie lat walczyl reprezentujac wlasnie Niemcy i to Niemieccy kibice najglosniej dopingowali mu za kazdym razem w Hamburgu ... dawal wywiady w telewizji  probujac wejsc w serca Niemcow ... a gdy juz nabil sobie kieszenie milionami Euro to nagle odezwal sie w nim goracy patriotyzm” - mowi jeden z kibicow Niemieckich polskiego pochodzenia. Latwo mowic o patriotyzmie z pelnymi kieszeniami.  Warto byloby sie jednak dobrze zastanowic kim w koncu jest Dariusz Michalczewski : Polakiem czy Niemcem ? (WW)
  • Bez bagazu historii ... Najważniejsze, żeby na siebie popatrzeć inaczej - mówili w piątek w Dobrodzieniu młodzi Polacy, Niemcy i Ukraińcy. W Zespole Szkół uczestniczyli w konferencji "Młodzież w Europie - oblicza samorządności komunalnej", kontynuacji projektu "Historia lokalna", wcześniej współfinansowanego przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach.
    - Po spotkaniach z przeszłością, a było ich w powiecie aż trzydzieści, przeszliśmy do teraźniejszości - mówi Renata    Płaczek-Zielonka z wydziału edukacji Starostwa Powiatowego w Oleśnie. - Spotkania nabrały dynamiki i organizujemy    je sami, bez pomocy gliwickiego DWP-N.
    Na konferencję do Dobrodzienia przyjechała młodzież ze szkół ponadgimnazjalnych powiatu oleskiego i zaproszeni licealiści z Niemiec i Ukrainy, w sumie ponad sto osób.
    - Byliśmy przekonani, że nasi rówieśnicy z Niemiec to zarozumialcy i o Polakach bardzo źle myślą - przyznaje Kinga Koszelewska z LO w Dobrodzieniu. - Okazało się, że to fantastyczni ludzie, słuchają tej samej muzyki i bawią się podobnie jak my. Joanna Knopik z Liceum Handlowego jest zauroczona rówieśnikami z Ukrainy: - Nie sądziłam, że są tacy sami jak my i wiele wspólnego mają z Polakami. Najważniejszym punktem konferencji była debata przygotowana przez Joachima Wloczyka, nauczyciela historii z ZS w Dobrodzieniu, w której brało udział 45 uczestników - po 15 z      każdego kraju. Grupy prezentowały przeszłość, teraźniejszość i przyszłość swojego kraju.                                                                
  • Dowody do wymiany - Wkrótce stare dowody osobiste utracą swą ważność. Wymiana odbywa się według harmonogramu, tak by ostatnie książeczkowe dowody wymienione zostały do końca 2007 roku. Do końca tego roku podlegają wymianie dowody wydane przed 31 grudnia 1972 roku.
    Nowy dowód do elastyczna, plastikowa karta zawierająca podstawowe informacje identyfikujące wraz ze zdjęciem i podpisem. Nowy dowód zachowuje ważność na okres 10 lat, o ile nie został uszkodzony, lub nie zmieniły się zawarte w nim dane. Odbierając nowy dowód, stary można (po uprzednim jego unieważnieniu) zatrzymać na pamiątkę.                                                   
  • Lepiej miec chlodniej ale zyc ... Jeden z opolan ogrzewał wodę w łazience gazem z butli połączonej z piecykiem     za pomocą dętki. - Takich przypadków bezmyślności jest w Opolu więcej.
    W miniony weekend w Chorzowie czwórka nastolatków zaczadziła się z powodu niewłaściwie działającego piecyka. Według opolskich specjalistów tragedia, która miała miejsce na Śląsku, może wydarzyć się także w każdym innym miejscu w kraju, również w Opolu. Wielu posiadaczy piecyków gazowych ryzykuje co dnia własnym życiem, nie stosując podstawowych zasad bezpieczeństwa. Najpowszechniejszym grzechem jest zatykanie wentylacji w mieszkaniach. Szukając oszczędności, właściciele piecyków świadomie rezygnują także z obowiązkowych przeglądów technicznych. Wielu uprawia samowolę przy montażu. Powszechnym grzechem jest lekceważenie zaleceń kominiarzy czy instalatorów.
    - To, z co w opolskich domach robi się z otworami nawiewowymi, to istna tragedia - potwierdza Waldemar Drożdżol, kominiarz od 25 lat. Na kratkach wentylacyjnych montuje się siatki przeciw prusakom, które natychmiast się kurzą i wentylacja przestaje działać - dodaje Drożdżol. Przez lata swojej pracy widział kilka przypadków niefrasobliwości, w które trudno uwierzyć.
    - Na jednym z opolskich osiedli lokator postanowił sam ogrzewać sobie wodę gazem. Kupił piecyk, który podłączył do wentylacji. Gaz czerpał z butli z propanem-butanem, podawanym z kuchni za pomocą dętki - opowiada kominiarz. Mężczyzna zupełnie nie przejmował się faktem, że mógł w ten sposób zaczadzić siebie lub kogoś z sąsiadów.
    Według Marka Zacharzewskiego, właściciela opolskiej firmy Gasm, oszczędności to drugi wielki grzech.
    - Rezygnacja z obowiązkowych corocznych przeglądów technicznych to norma - uważa. - Zdarza się, że przyjeżdżamy do zepsutego piecyka, który nie widział przeglądu przez siedem lat. Czasem urządzenia nawet nie naprawiamy, tylko od razu wyłączamy dopływ gazu. Takich przypadków w tym roku mieliśmy już z dziesięć - dodaje.
    Przegląd wentylacji połączony z jej czyszczeniem przez kominiarza kosztuje około 40 złotych, tyle samo trzeba zapłacić za przegląd piecyka podgrzewającego wodę. Trzy razy droższe jest sprawdzenia kotła gazowego ogrzewającego mieszkanie. - To naprawdę nieduża suma za bezpieczeństwo - uważa Marek Zacharzewski.
    - Trzecią, najważniejszą zasadą jest korzystanie przy naprawach i przeglądach piecyków tylko z wyspecjalizowanych firm - mówi Zacharzewski. (Nowa Trybuna Opolska - Robert Lodzinski)                                                                                                                   
  • Zmarly nie zlapie za reke ... "Proszę, choć raz nie zabieraj", "Oby ci ręka uschła!" - takie karteczki coraz częściej     można zobaczyć przy grobach przed 1 listopada. Na złodziei nie skutkują prośby ani groźby. Są jednak metody, którymi możemy utrudnić im życie. Filomena Zienkiewicz, emerytka z Opola, przywykła już do tego, że ozdoby, które układa na grobie swych rodziców, nie utrzymują się dłużej niż kilka dni. Mogiła stoi blisko bramy cmentarza w Opolu Półwsi, przy ruchliwej alejce.
    - Niedawno położyłam wiązankę sztucznych róż, zostały same badyle - wzdycha pani Filomena, potrząsając trzema pomarańczowymi chryzantemami, które akurat nie spodobały się złodziejowi.
    - Na tych cwaniaków nie ma mocnych - wtrąca Bronisław Zdobylak, były żołnierz AK, pucujący nagrobek teściów w    sąsiedniej kwaterze. - Trzeba by cały dzień wokół grobu stróżować.
    Piotr Pabisz, kierownik Miejskiego Zakładu Cmentarnego w Kędzierzynie-Koźlu, od miesiąca sam o różnych godzinach objeżdża prywatnym autem cztery cmentarze komunalne w mieście (zakładu nie stać na profesjonalną ochronę). W tym roku Pabisz nie przyłapał jeszcze żadnej hieny cmentarnej, choć w ubiegłych latach jego pracownicy namierzali takie.
    - Złodzieje są sprytni, działają zwykle w godzinach przed- i popołudniowych, gdy na cmentarzu jest sporo ludzi - opowiada kierownik Pabisz. - Wtopi się taki w tłum, przyklęknie i, niby modląc się, szpera w wazonie. Kiedyś wpadło nawet dwóch inżynierów, znane nazwiska.
    - Chętnie byśmy się dodatkowo opodatkowali, by wyplenić złodziejstwo z naszego cmentarza - mówią Ryszard Rzepka i Ryszard Brzeziński, sprzedawcy kwiatów i lampionów przed cmentarzem w Opolu Półwsi.
    - Handel u nas rusza dopiero przed 1 listopada. Wcześniej ludzie nie stroją grobów z obawy przed kradzieżami.
    Adam Walawender, prezes Zieleni Miejskiej, która zarządza cmentarzem komunalnym w Opolu-Półwsi, największym na Opolszczyźnie, nie jest w stanie zapewnić skutecznej ochrony przed kradzieżami z nagrobków. Poleca swym pracownikom większą czujność na cmentarzu, lecz nie sposób upilnować 120 tysięcy mogił.
    - Skradzione kwiaty i znicze znajdują klientów za cmentarnym płotem i to jest problem, którym trzeba się zająć - uważa prezes Zieleni. - Co roku zgłaszam go służbom mundurowym, ale tłumaczą, że 1 listopada muszą jeszcze kierować ruchem i pilnować aut przed złodziejami. Podinspektor Andrzej Mucha, szef II Komisariatu Policji w Opolu, twierdzi, że wzmożone patrole w rejon cmentarza kieruje już od tygodnia (choć przyznaje, że policjanci nie mogą się skupić tylko na pilnowaniu cmentarza, bo mają też inne obowiązki). Przed 1 listopada dostaną wsparcie służby kryminalnej.
    - Każde zgłoszenie kradzieży traktujemy poważnie - podkreśla komendant Mucha. Choć faktem jest, że w ubiegłym roku w okresie Wszystkich Świętych jego komisariat nie odebrał ani jednego zgłoszenia kradzieży kwiatów czy zniczy.
    Ciekawe, w czym nam to pomoże, że zgłosimy kradzież znicza? Mundurowi odnajdą nasze ozdoby? Będą biegać po cmentarzu? Naszych kwiatów szukać na bazarach? Czy je odnajdą?
    - wątpliwe, prawie niemożliwe, jednak same kontrole mogą odnosić skutek.
    - Co roku drobiazgowo sprawdzamy handlujących przy cmentarzach i na targu - mówi Krzysztof Szary, szef Straży Miejskiej w Brzegu. - W taki sposób paserom zawężamy rynek zbytu. Parę lat temu mieliśmy spory problem ze sztucznymi kwiatami. Cwani złodzieje wycinali z nich same główki i przerabiali na wianki. Częstym nękaniem zmusiliśmy ich do zejścia do podziemia. W podobny sposób udało się wyeliminować nielegalny handel sprzed głównej bramy cmentarza w Opolu Półwsi. Z kolei w Kędzierzynie-Koźlu władze w ogóle nie wydają zgody na handel z kramów przed cmentarzami. Sprzedaż odbywa się tylko w pawilonach.
    Teresa Zuchowicz, sprzedawca w punkcie usługowym na cmentarzu przy ul. Mieczysława I w Nysie, obserwuje, że dziś większym problemem od kradzieży cmentarnych dla zarobku jest podbieranie ozdób z grobów i przenoszenie ich  na inne mogiły.
    - Nasza kierowniczka raz złapała panią, która nazbierała kwiatków i powtykała do swoich grobów. Ludzie tak robią trochę z biedy, trochę z zazdrości, że ktoś ma ładniej - uważa Zuchowicz.                                               
  • Sposoby na zlodzieji ?
    Nie ma stuprocentowo skutecznych metod ochrony przed okradzeniem nagrobka, ale niektóre mogą zniechęcić złodziei.
    - Na farbę
    Kropimy farbą olejną elementy kwiatów (liście od spodu oraz łodygi). Złodziej nie sprzeda takiego bukietu, choć może go przełożyć na grób swoich bliskich.
    - Na nożyczki
    Przed włożeniem do wazonu skracamy łodygi kwiatów. Skuteczność jak w metodzie na farbę.
    - Na beton
    Sztuczne kwiaty wkładamy do doniczki lub kawałka plastikowej butelki, zalewamy zaprawą betonową lub gipsową. Sposób skuteczny, o ile złodziej nie odetnie z bukietu samych kwiatów lub - rozzłoszczony - nie zdemoluje całego wazonu.
    - Na klej
    Sposób podobny do "betonowego", mniej kłopotliwy w wykonaniu. Potrzebny jest mocny klej.
    - Na ostatnią chwilę
    Groby przystrajamy w dniu Wszystkich Świętych rano i na wszelki wypadek modlimy się do świętego Antoniego, patrona rzeczy utraconych.
  • Polisy ci nie dadzą, ochrona się nie opłaci
    Sprawdziliśmy, czy możliwe byłoby ubezpieczenie nagrobka przed kradzieżą kwiatów i zniczy. Agenci kilku firm ubezpieczeniowych w Opolu kręcili głowami:
    - Można ubezpieczyć grób od ognia i innych żywiołów, czy od dewastacji. Od kradzieży też, ale tylko stałych części nagrobka (płyty, krzyża). Mało prawdopodobne, by jakiś ubezpieczyciel zgodził się wystawić polisę na ozdoby nagrobne. Prawdopodobieństwo takiej kradzieży jest zbyt wysokie.
    Zbigniew Podsiadło, specjalista ds. ochrony w opolskiej firmie Odnowa, przez 10 lat pracy nie miał zamówienia na pilnowanie nagrobka, zwłaszcza całodobowe. Nasze zlecenie uznał za tak nietypowe, że wczoraj nie zadecydował, czy Odnowa podjęłaby się zadania.
    - Musiałbym w okresie świątecznym znaleźć trzech, -czterech ochroniarzy z licencją, to byłaby praca na zmiany. Jeśli klient życzyłby sobie, by ochroniarz ujął ewentualnego złodzieja, agent musiałby mieć przy sobie gaz i paralizator. No, z pałką na cmentarz by nie wchodził, nie mógłby też pełnić służby w mundurze - mówi Podsiadło. - Tylko kogo byłoby stać na taką ochronę? Samo przejście o północy przez cmentarz przyprawia o dreszcze, a co dopiero pilnowanie grobu, więc to kosztuje. Minimum 250 złotych za dobę, wielokrotnie drożej, niż wynosi wartość nagrobnych ozdób.                     (Nowa Trybuna Opolska - Artur Karda)                                                                                                                                                                          
  • Na drogach tydzień bezpieczeństwa. W dniach od 27 października do 2 listopada trwa Tydzień Bezpieczeństwa Niechronionych Uczestników Ruchu Drogowego. Organizowany przez policję wraz z doroczną akcją Znicz, ma zwiększyć bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego - pieszych, rowerzystów, motorowerzystów w okresie poprzedzającym oraz w czasie trwania święta Wszystkich Świętych. KP Policji w Olesnie przypomniała też, że w dniach 31 X w godzinach 18:00 do 22:001 XI w godzinach 7:00 do 22:00 będą obowiązywały ograniczenia w ruchu samochodów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 12 ton. (Oleska Gazeta Powiatowa)   
  •