• KWIECIEN 2004                                                                                                                
  • Przedwojenne moze byc cenne                                                                                                                                       Nie chowaj na strychu starych, bezużytecznych sprzętów. Oddaj je izbie regionalnej. Mogą się okazać muzealnym eksponatem.
    Międzygminne Towarzystwo Regionalne Dobrodzień - Zębowice prosi mieszkańców o pomoc w gromadzeniu pamiątek z przeszłości.
    W tym roku Dobrodzień obchodzić będzie aż pięć jubileuszy. Mija 630. rocznica nadania mu praw miejskich przez księcia Władysława Opolczyka i 1020. pobytu w nim biskupa Wojciecha. 150 lat temu wybudowany został tam kościół Marii Magdaleny, a przed 120 laty powstała straż pożarna. Ponadto pierwsza pisemna wzmianka o Dobrodzieniu pochodzi z 1304 roku, czyli sprzed 700 lat.
    - By to uczcić, postanowiliśmy utworzyć w naszym mieście izbę regionalną - mówi Paweł Mrozek, prezes towarzystwa. - W ubiegłym roku opracowaliśmy projekt akcji mającej na celu zebranie w jednym miejscu i zarchiwizowanie wszelkich śladów i pamiątek dokumentujących historię naszego regionu. Projekt ten nazwaliśmy "Dzień dobry, miasto Dobrodzień, w roku 630. twego istnienia" i zaczęliśmy szukać pieniędzy na jego realizację.
    Projekt spodobał się Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce, które przekazały Dobrodzieniowi 15 tys. zł. A także władzom gminy, które udostępniły towarzystwu lokal na parterze jednej z najstarszych kamienic w mieście, przy placu Wolności 12.
    W lokalu trwa jeszcze remont, izba zostanie otwarta w maju. Do współpracy w jej tworzeniu włączyły się niemal wszystkie działające w gminie organizacje, firmy rzemieślnicze i szkoły. Udało się już skatalogować około tysiąca dokumentów (najcenniejszy to akt nadania ziemi z 1697 r.), kilkaset zdjęć i kilka strojów ludowych. Gorzej ze starymi przedmiotami.
    - Apelujemy do ludzi, by nie wyrzucali starych fotografii, archaicznych już maszyn i wszelkich innych niepotrzebnych im starych sprzętów, pamiątek - mówi Paweł Mrozek. - Lepiej wypożyczyć je na potrzeby izby, umożliwić elektroniczne zarchiwizowanie, a jeśli ktoś chce, ofiarować. Część z tego, co leży bezużytecznie w komórce lub na strychu, może się okazać cennym muzealnym eksponatem. Zwłaszcza, że historia miasta jest przebogata. Dowodem są choćby wykopaliska w Rędzinie i Warłowie, gdzie znaleziono przedmioty z epoki brązu.        (NTO - Malgorzata Krysinska)                                                           
  • Koncertowo do Europy ...                                                                                                                                                   Międzygminna Orkiestra Dęta Dobrodzień - Zębowice zagra 1 maja w Düsseldorfie, przed siedzibą tamtejszych władz.
    Orkiestra pojedzie tam na zaproszenie władz Hann, miasteczka w Północnej Nadrenii-Westfalii, z którym właśnie w dniu wejścia Polski do Unii Europejskiej przedstawiciele Dobrodzienia podpiszą umowę o partnerstwie obu miast. Koszty podróży i pobytu pokryją niemieccy gospodarze.
    - Wyjeżdżamy już 30 kwietnia, wraz z Lidią Kontny i kilkuosobową delegacją dobrodzieńskiej rady miejskiej - mówi Jerzy Kutz, dyrygent orkiestry. - Po pierwszomajowym koncercie w Düsseldorfie czeka nas jeszcze drugi, 2 maja w Hann.
    Zarówno w Düsseldorfie jak i w Hann planują zagrać wiązanki klasycznych i ludowych utworów z całego świata. W tym sporo niemieckich, na cześć gospodarzy, oraz rodzimy "Marsz śląski", łączący w sobie m.in melodie "Szła dzieweczka do laseczka" i "Poszła Karolinka do Gogolina".
    Muzycy zapewniają, że nie czujątremy.
    - Próby mamy regularnie, co piątek przez cały rok - podkreśla Jerzy Kutz. - Ponadto mamy w repertuarze około stu utworów, które gramy od dobrych kilku lat. Więc skoro wszystko mamy opanowane, to czegóż się obawiać?
    - Dwa koncerty na raz z tak wyjątkowych okazji i jeszcze do tego za granicą to dla nas wydarzenie niecodzienne - wtórują mu pozostali muzycy. - Jednak emocje z tym związane dalekie są od strachu czy obaw. Przeciwnie. Bardzo się z tego wyjazdu cieszymy i nastawiamy na wiele niezapomnianych ważeń.
    ORKIESTRA MŁODYCH
    Mówi Jerzy Kutz, muzyk amator, grający na różnych instrumentach od 57 lat:
    - Orkiestry w obu gminach mają ponadstuletnią tradycję. Ta powstała z kilkunastoosobowego, starzejącego się zespołu. Gdy w 1997 roku przejąłem nad nim batutę, ogłosiłem w szkołach nabór chętnych do gry. Najlepszym udzielałem indywidualnych lekcji gry na wybranym przeze mnie instrumencie. Po półtora roku wystąpiliśmy wspólnie na "Dniach Dobrodzienia" i gminnych dożynkach, a w 1999 roku daliśmy pierwszy i do tej pory jedyny koncert w Hann. Obecnie orkiestra liczy 43 członków, z czego 36 to ludzie w wieku od 16 do 25 lat. Obsługujemy wszystkie ważniejsze imprezy okolicznościowe w obu gminach. Co roku organizujemy też koncert karnawałowy w dobrodzieńskim domu kultury.
    GRAJĄ, BO LUBIĄ
    Krzysztof Prokopczyk z Poczołkowa gra na puzonie
    - Gram od 13. roku życia. Na początku byłem po prostu ciekaw, jak to jest grać na jakimś instrumencie. Gdy zobaczyłem ogłoszenie o naborze, postanowiłem spróbować. Nie było to łatwe, bo gra na puzonie wymaga nie tylko techniki, ale i bardzo dużego wyczucia. Ale po pół roku ćwiczeń udało mi się wreszcie zagrać bez fałszu i sprawia mi to wielką przyjemność.
    Robert Kostorz z Siedliska, gra na tenorze
    - Gram, bo to lubię. Podobnie jak kolega, gram już od siedmiu lat. Dzięki temu poznałem bardzo ciekawych ludzi i ciągle poznaję nowych, choćby podczas wyjazdów na koncerty.
    Mariusz Czaja z Kadłuba Wolnego, klarnecista
    - Myślę, że mam to we krwi. Pochodzę z bardzo muzykalnej rodziny: mój dziadek grał na trąbce, ojciec na akordeonie, a wujek na klarnecie. Poza tym lubię występować na scenie i jest to dla mnie za każdym razem wielkie przeżycie.
    Marcin Wodarczyk z Kadłuba Wolnego, trębacz
    - Granie to mój ulubiony sposób wyrażania emocji. Dlatego mimo iż wstąpiłem do orkiestry o pół roku później niż koledzy, postanowiłem im dorównać. Udało się i sprawia mi to ogromną radość.
    Waldemar Czaja, gra na tenorze
    - Moja przygoda z tenorem zaczęła się dobre dwadzieścia lat temu i trudno byłoby mi bez tego już żyć. Gdy gram, zapominam o kłopotach, odprężam się, relaksuję. Poza tym mam kontakt ze wspaniałymi ludźmi. Myślę, że stanowimy już razem taką muzyczną rodzinę.                     (NTO - Malgorzata Krysinska)
                                        
  • Zglos swego kandydata                                                                                                                                                     "Srebrną Różą Dobrodzieńską" nagradzać będzie co roku rada miejska działaczy zasłużonych dla gminy.                          - Prosimy mieszkańców, by zgłaszali kandydatury do tego wyróżnienia - apeluje burmistrz Lidia Kontny.
    Radni postanowili wprowadzić odznakę z okazji przypadającej w tym roku 630. rocznicy uzyskania przez Dobrodzień praw miejskich.
    - Do tej pory wyróżnialiśmy wybitnych ludzi jedynie tytułem "Zasłużony obywatel Dobrodzienia" i nadawaliśmy go głównie osobom spoza naszej gminy - wyjaśnia burmistrz Kontny. - "Srebrną Różą Dobrodzieńską" będziemy oznaczać tylko te osoby, które mieszkają tu już co najmniej pięć lat. Ponadto chcielibyśmy, by o tym, kto zostanie laureatem, decydowali nie tylko radni, lecz także mieszkańcy.
    "Róża" będzie przyznawana co roku w trzech kategoriach: kultury, przedsiębiorczości, działalności społecznej i samorządowej. Kandydatem do niej może być każdy mieszkaniec, który dzięki osobistemu zaangażowaniu ma w którejś z tych dziedzin wyjątkowe osiągnięcia. Warunkiem jest jednak, by pretendujący do nagrody uzyskał określone uchwałą rady poparcie, czyli minimum jednej trzeciej ustawowego składu rady, któregoś organu statutowego gminy lub jednej z działających na jej terenie organizacji. Kandydata do nagrody mogą też zgłosić mieszkańcy - pod wnioskiem podpisać się powinno co najmniej dwadzieścia osób.
    Pierwsze "Srebrne Róże Dobrodzieńskie" zostaną wręczone laureatom podczas tegorocznych dni miasta, w dniach        16-18 lipca. Kandydatury, ze szczegółowym uzasadnieniem, należy składać w biurze rady miejskiej.     (NTO - Emka)                                              
  • Polowanie na piratow drogowych ...                                                                                                                               W piatek policjanci zlapali 58 piratow drogowych. Szybko i drogo ... 6320 zł wydali kierowcy na mandaty, policja zatrzymała też 10 dowodów rejestracyjnych. To bilans akcji "Pomiar" w powiecie.
    Na drogi powiatu ruszyło w piątek 25 funkcjonariuszy z kilku komend z całej Opolszczyzny. Kolegom z Olesna pomagali między innymi policjanci z Kluczborka, Namysłowa i Strzelec Opolskich. Goście z Opola przywieźli ze sobą tak zwany fotoradar, czyli urządzenie robiące zdjęcia kierowcom, którzy są na bakier z prędkością. Był także cywilny wóz z   kamerą.
    - Skontrolowaliśmy 203 pojazdy, w tym 28 ciężarówek i 14 rowerzystów - wylicza sierżant sztabowy Sebastian           Wąsiński z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Oleśnie. - Mandaty to głównie efekt nadmiernej prędkości, choć tym razem nie było rekordzistów. Natomiast dowody rejestracyjne były odbierane ze względu na zły stan techniczny pojazdów. Zatrzymaliśmy dwóch nietrzeźwych rowerzystów, a także pieszego.
    Nie wiadomo jeszcze, ile osób "wpadło" na fotoradar, gdyż zdjęcia będą dopiero drukowane w Opolu. Okaże się to lada dzień.
    - Sprzęt ten może robić zdjęcia co dwie sekundy - wyjaśnia podkomisarz Piotr Boba z Wydziału Ruchu Drogowego opolskiej Wojewódzkiej Komendy Policji. - Fotografie są wykonywane również w nocy, gdyż urządzenie działa w podczerwieni.
    Akcja "Pomiar" to cykliczne przedsięwzięcie oleskiej drogówki. Organizowana jest, gdyż - jak wyjaśnia podinspektor Grzegorz Chrzęstek, szef policji drogowej w Oleśnie - na drogach w powiecie jest niebezpiecznie, zaś kierowcy niechętnie przestrzegają przepisów. Policyjne akcje mają to zmienić.
    - Kierowcy nie przestrzegają ograniczeń prędkości, rowerzyści zapominają o oświetleniu, piesi chodzą niewłaściwą stroną drogi - mówi Chrzęstek. - Częste są również wtargnięcia na jezdnię bezpośrednio przed nadjeżdżającymi pojazdami, a do tego wszystkiego często dochodzi jeszcze alkohol. Są to główne powody nieszczęść na oleskich drogach. O szczególną ostrożność apelujemy przede wszystkim do pieszych i rowerzystów - podkreśla.
    Tylko w marcu w powiecie oleskim zginęło pięć osób, a trzynaście odniosło rany ...     (NTO - Tomasz Krawczyk)                                                     
  • Anonimy na wojta Zebowic ...   donosy na szefa Gminy oderwaly od pracy sztab ludzi. Para poszla w gwizdek.        - Na samo odsłuchanie relacji z zebrań straciliśmy 12 godzin - mówi wójt Czaja                                                                    Co najmniej 1400 zł kosztowało sprawdzenie anonimów sugerujących, że wójt Zębowic jest skorumpowany. Zarzuty się nie potwierdziły. Sprawdzili, nie potwierdzili
    W ubiegłym roku Prokuratura Rejonowa w Oleśnie trzykrotnie zleciła policji sprawdzenie zasadności anonimów. W tym roku - po raz pierwszy. W żadnym z tych przypadków wynik pracy policji nie dał prokuratorowi podstaw do wszczęcia postępowania przygotowawczego.                                                                                                                                       Anonimy trafiły do Prokuratury Rejonowej w Oleśnie pod koniec ubiegłego miesiąca. Oba wysłano z Opola, przy czym pod pierwszym figurował podpis "Społeczność wiejska gminy Zębowice", a pod drugim "Mieszkańcy wszystkich wsi gminy Zębowice". Ich autor (autorzy?) zawiadomił ograna ścigania, że Waldemar Czaja, wójt Zębowic, namawia mieszkańców gminy do rozwiązania umowy z firmą, która dotychczas wywoziła ich śmieci, i korzystania z usług innej. Ponadto wyraził przypuszczenie, że wójt może mieć w tym materialny interes oraz że jest skorumpowany. Do listów nie dołączono żadnych dokumentów, które by potwierdzały te zarzuty.
    27 lutego prokuratura zleciła policji sprawdzenie ich zasadności. Komisariat w Dobrodzieniu zażądał od wójta przedłożenia dokumentów dotyczących gminnej gospodarki śmieciami, w tym m.in. protokołów z czterech zebrań wiejskich. Na tych zebraniach wójt informował mieszkańców o przyczynach rezygnacji gminy z usług wywożącej do tej pory śmieci firmy Eco-Recyling i apelował, by powierzyli ich wywóz Zakładowi Gospodarki Komunalnej oraz firmie Rethmann.
    - Protokołów z tych zebrań nie mieliśmy, dysponowaliśmy jedynie relacjami dźwiękowymi, nagranymi na komputer - mówi wójt Czaja. - Trzeba więc było te nagrania odsłuchać, a potem streścić.
    Ponieważ każde zebranie trwało około trzech godzin, na odsłuchanie relacji z wszystkich potrzeba około dwunastu godzin. Aby zyskać na czasie, wójt oddelegował do tej pracy cztery urzędniczki, a sam zajął się kompletowaniem innych dokumentów dla policji.
    - Zanim się z tym uporaliśmy, minął cały dzień - mówi Czaja. - Potem jeszcze trzy razy składałem policji różne wyjaśnienia, co zabrało mi w sumie jeszcze jakieś sześć godzin.
    Policji sprawdzanie zasadności zarzutów zajęło cztery dni.
    - Pracowało przy tym dwóch naszych funkcjonariuszy - poinformował nas podinspektor Andrzej Rzemiński, komendant Komisariatu Policji w Dobrodzieniu. - Na gromadzenie i opracowywanie dokumentów, przepytanie osób biorących udział w zebraniach oraz odsłuchiwanie nagrań z zebrań wiejskich poświęcali codziennie około czterech godzin.
    Efekt? Policja nie potwierdziła zarzutów, więc prokuratura nie nadała sprawie dalszego biegu.
    Dniówka urzędnika kosztuje około 120 zł brutto, dzień pracy wójta ok. 310 zł brutto, a policjanta - ok. 700 zł. Tak więc koszt całej operacji, nie licząc zużytego paliwa i papieru, wyniósł około 1400 zł.
    Co na to prokuratura? Jak nam wyjaśnił Michał Tkacz, zastępca oleskiego prokuratora rejonowego, prokuratury mają obowiązek sprawdzania wszystkich anonimów, jakie do nich wpływają.
    - Obowiązek ten wynika z regulaminu wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratur, wprowadzonego rozporządzeniem ministra sprawiedliwości z 11 kwietnia 1992 roku - informuje prokurator.   (NTO - Malgorzata Krysinska)                                                                                                                                                                             
  • Bedziemy walczyc ! ...                                                                                                                                                         Gmina Dobrodzien chce oszczedzac na oswiacie ... mieszkancy protestuja. Władze Dobrodzienia chcą zlikwidować szkołę podstawową w Bzinicy Starej. We wsi zawrzało.                                                                                                     Likwidacja - to słowo na rodziców uczniów z Bzinicy, niewielkiej wsi pod Dobrodzieniem, działa jak płachta na byka, a w kontekście miejscowej szkoły słyszą je już dawna. W miniony wtorek do salki katechetycznej przyszło ich kilkanaścioro. Żalą się, że gmina chce im zamknąć szkołę.
    - Jak już szkoły tu nie będzie, to już niczego nie będziemy mieli - utyskuje Rajnold Krawczyk, sołtys Bzinicy Nowej. - To centrum wsi.
    To, że bzinicką oświatę czekają zmiany, było już jasne kilka lat temu. W szkole zmniejszała się liczba uczniów (dziś jest ich 56), wzrastały więc koszty jej utrzymania. Placówkę przekształcono w filię jednostki z Pluder, planowano, by w Bzinicy uczyły się tylko klasy starsze, zaś w Pludrach - dzieci z klas młodszych.
    - Zaproponowali nam również, żebyśmy zrobili szkołę społeczną, którą mielibyśmy wspólnie finansować. Ale ludzi na to nie stać, więc nie zgodziliśmy się - opowiada Gabriela Drozda, przewodnicząca rady rodziców, której syn chodzi do trzeciej klasy w Bzinicy Starej.
    Dobrodzieńscy radni pod koniec lutego zadecydowali, że szkoła od nowego roku będzie prowadziła naukę tylko w klasach od pierwszej do trzeciej, zaś uczniowie pozostałych oddziałów będą dojeżdżali do Dobrodzienia.
    - Proponowali nam, żebyśmy posłali dzieci do Pluder, ale na to się nie zgodziliśmy. Tam nie ma nawet sali gimnastycznej - podnosi głos Ryszard Bąk, ojciec trójki uczniów. - A tak na marginesie: Dobrodzień dopiero buduje, a my mamy od lat.
    Mieszkańcy mówią, że paragraf pierwszy uchwały z 26 lutego 2004 r. zabrzmiał dla nich jak wyrok.
    Rajcowie przystali na warunek, że po likwidacji wszystkie dzieci będą uczyły się w Dobrodzieniu, a nie w Pludrach.
    - Słyszeliśmy wcześniej zapewnienia, że szkoła będzie jeszcze kilka lat funkcjonowała. Ta decyzja nas zaskoczyła - emocjonują się ludzie.
    Mieszkańcy nie przyjmują twierdzenia, iż koszty utrzymania bzinickiej placówki mogą być zbyt wysokie. Nie mogą pogodzić się z tym, iż niedługo ich pociechy będą musiały tułać się autobusami, będą się tłoczyć w dużej szkole.
    - Teraz jest moda na hipermarkety i chyba też na hiperszkoły, a przecież w takich molochach szerzą się kiepskie wzorce - mówi Marek Goniwiecha (ma syna w pierwszej klasie).
    Nie rozumieją też, że choć włożyli w działalność szkoły tyle wysiłku, bo brali udział w jej remontach (dach, obejście, plac zabaw, parking), to miałoby to obrócić się wniwecz, bo - jak usłyszeli - mają tu powstać mieszkania.
    - Powinni pozwolić, żeby szkoła jeszcze kilka lat działała. Może coś by się zmieniło, gdy wejdziemy do Unii Europejskiej. A przecież jak budynek zostanie przekształcony na mieszkania, to już odwrotu nie będzie - argumentuje szefowa rady rodziców.
    Inni jej wtórują: - Nie są tu potrzebne mieszkania, ludzie mają domy.
    Rodzice zapewniają, że będą walczyli do upadłego, aby szkoła była w Bzinicy jak najdłużej. Jednak szanse na to, aby się ostała - według Lidii Kontny, burmistrza Dobrodzienia - są nikłe. Tłumaczy to tym, że uczniów tam na pewno nie przybędzie, zaś koszty działalności placówki się zwiększą.
    - Subwencja oświatowa jest skromna, co roku dokładamy do szkolnictwa z budżetu gminy - wyjaśnia. - Tylko na szkołę w Bzinicy w tym roku przeznaczymy 150 tysięcy złotych z gminnej kasy. Okazało się również, że na cele oświatowe brakuje pół miliona złotych. Dlatego zdecydowaliśmy, że należy działać szybko.
    Joachim Kiwic, przewodniczący rady gminy, wylicza, że średni koszt roczny utrzymania jednego ucznia w tak małej placówce jak Bzinica wynosi około 7 tys. złotych.
    - Natomiast w dużej, na przykład w Dobrodzieniu - około 3 tys. zł - dodaje.
    Burmistrz wyjaśnia, że chciała, aby sprawa była załatwiona mniej boleśnie. Miała nadzieję, że powstanie szkoła społeczna lub też zostanie zrealizowany pomysł, aby w Pludrach uczyli się młodsi, zaś w Bzinicy starsi uczniowie. Zapewniłoby to frekwencję w obu szkołach.
    - Negatywna opinia kuratora w tej sprawie pokrzyżowała nam plany - opowiada.
    Franciszek Minor, opolski kurator oświaty, tłumaczy, że decyzja nie mogła być inna, gdyż taki system destabilizowałby funkcjonowanie szkoły w Pludrach, a poza tym istnieje zasada w oświacie, że cykl kształceniowy musi odbywać się w jednej szkole.
    Przewodniczący Kiwic zapewnia, że dowóz dzieci z Bzinicy do Dobrodzienia należycie zorganizuje gmina, a uczniowie będą nawet odbierani z najdalszych zakątków Bzinicy i okolic.
    - W Dobrodzieniu niedługo będzie do dyspozycji nowa sala gimnastyczna, powstaną nowe pomieszczenia klasowe, więc nie będzie tłoku - mówi Lidia Kontny. - Dzieciom będzie naprawdę dobrze, przyzwyczają się, bo i tak musiałyby za jakiś czas dojeżdżać do gimnazjum.
    Burmistrz zapewnia również, że żadne decyzje w sprawie budynku po szkole nie zapadły, a ona weźmie pod uwagę sugestie mieszkańców wsi, co z nim począć.
    Uchwałę radnych o zamiarze likwidacji szkoły w Bzinicy zaopiniuje teraz opolskie kuratorium. Jeśli opinia będzie negatywna, dobrodzieńscy rajcy będą musieli szukać nowego rozwiązania.
    - Trwają prace nad zaopiniowaniem tej decyzji, z uwagą rozpatrujemy tę sprawę. Rozstrzygnięcia będą znane w najbliższym tygodniu - powiedział nam wczoraj Franciszek Minor.
    Przy okazji decydowania o szkole w Bzinicy rozstrzygnęły się losy placówki w Główczycach (42 uczniów), która przestanie funkcjonować od września tego roku.
    - Akceptujemy decyzję rady - powiedziała nam Gabriela Nawrat, przewodnicząca rady rodziców szkoły w                      Główczycach.             (NTO - Tomasz Krawczyk)